Dowódca 14 Armii japońskiej, generał Tomoyuki Yamashita miał na Luzonie wprawdzie 250 tysięcy żołnierzy, ale tylko 150 samolotów, a i te w większości stracił w ciągu kilku dni, jeszcze przed rozpoczęciem inwazji, gdy zagrożeni nasilającymi się 7 i 8 stycznia atakami kamikaze Amerykanie zaczęli atakować lotniska na wyspie. Nie mógł też liczyć na wsparcie floty znacznie uszczuplonej w bitwach na Morzu Filipińskim i o Leyte, a armada amerykańsko-australijska liczyła ponad 800 jednostek, w tym 6 pancerników, 18 lotniskowców, 11 krążowników, 185 niszczycieli i wiele mniejszych okrętów. W tej sytuacji podzielił swe wojska na dwa związki bojowe: Ugrupowanie Shobu i Ugrupowanie Shimbu. Pierwsze z nich miało bronić drogi do Manili, drugie zaś samej stolicy.

We wczesnych godzinach rannych 6 stycznia 1945 roku rozpoczęło się ciężkie bombardowanie z morza i z powietrza przypuszczalnych celów japońskich pod Lingayen. Zespoły nurków przystąpiły do likwidacji przeszkód przeciwdesantowych, ale ich nie znalazły. Nie było też spodziewanego zaciętego oporu na plażach. Bombardowanie zostało raptownie przerwane 8 stycznia, gdy z jednego z niszczycieli dostrzeżono pochód Filipińczyków z flagami narodowymi co znaczyło, że Japończyków w Lingayen nie ma.