Amerykańska opinia publiczna tylko w nim widziała przyszłego oswobodziciela Filipin.

We wrześniu i październiku 1944 roku (podczas toczących się właśnie walk na Marianach i Palau) samoloty z lotniskowców III Floty admirała Williama Halseya przeprowadziły naloty na wyspy archipelagu, niszcząc około 500 nieprzyjacielskich samolotów. Wysoka skuteczność tych nalotów dowiodła, że inwazja Filipin jest możliwa. Za najwłaściwszy cel operacji uznano centralnie położoną wyspę Leyte. Bazujące tam samoloty mogłyby atakować instalacje nieprzyjacielskie na obszarze całego archipelagu, jak również na Formozie i Morzu Południowochińskim. Co więcej, japońska 14 Armia Polowa (odpowiednik niemieckiej Grupy Armii lub sowieckiego Frontu) byłaby w ten sposób rozbita na dwa łatwiejsze do pokonania związki na Mindanao i Luzonie.

Leyte, jedna z większych wysp archipelagu, posiada dogodne podejścia do piaszczystych plaż, co umożliwia wykonanie desantu morskiego oraz dostarczanie zaopatrzenia (średnia głębokość zatoki Leyte wynosi 20 m, a w strefie przybrzeżnej nie przekracza 1,5-2,5 m).