[...] Poważny problem mieliśmy w latach dziewięćdziesiątych z Rumunami. Zaczęły do nas spływać sygnały, ze nagle pojawiają się w Karpaczu i wsiadają do taksówek. Początkowo nie mieliśmy pojęcia, skąd wzięli się na naszym terenie. Uruchomiliśmy naszych płatnych informatorów, daliśmy znać o wszystkim Czechom, sprawdzaliśmy starannie szlaki wiodące przez góry. Ciągle jednak nie mieliśmy klucza do rozwikłania zagadki, skąd nagle u nas tylu Rumunów... W końcu Czesi wpadli na trop. Okazało się, że Rumuni przyjeżdżali do Trutnova, tam spali w hotelu, a potem gdy była ładna pogoda, podwożeni byli przez czeskich taksówkarzy na początek Malej Upy – wysiadali koło ostrego zakrętu. Kierowcy pokazywali im górę nad Okrajem i mówili, że jak przejdą przez nią i zobaczą w dole światła, to będą już w Polsce. Rumuni nie mieli więc jedynego wytyczonego szlaku, ale szli przed siebie, różnymi drogami i ścieżkami. Dlatego nie sposób było ustalić jednego sposobu przedostawania się ich przez zieloną granicę.
Źródło i licencja
Fragment artykułu Wikipedia — Strażnica WOP Graniczne Budy · historia autorów.
Tekst: CC BY-SA 4.0. Wydzielono fragment z dłuższego artykułu.