thumb thumb|Jan Karol Chodkiewicz, patron 26 pułku Ułanów Wielkopolskich 26 Pułk Ułanów Wielkopolskich, im. hetmana Jana Karola Chodkiewicza (26 puł) – oddział kawalerii Wojska Polskiego II RP.
Pułk został sformowany z własnej inicjatywy i na własny koszt przez Ignacego Mielżyńskiego w lipcu 1920, w Poznaniu, jako 215 ochotniczy pułk Jazdy Wielkopolskiej. W sierpniu przetransportowany został na odcinek pomorski i obsadził linię rzeki Drwęcy w rejonie Golubia. Tam toczył bój z oddziałami sowieckiej 12 Dywizji Strzelców o Brodnicę. Następnie pułk prowadził działania na północnym Mazowszu, gdzie oczyszczał rejon Żuromina z sowieckich niedobitków. Po reorganizacji przerzucony został na Nowogródczyznę i prowadził działania bojowe w Puszczy Nalibockiej, a następnie w kierunku na Mińsk. W okresie pokoju stacjonował w garnizonie Baranowicze, a szwadron zapasowy w Łukowie. W kampanii wrześniowej walczył w składzie Nowogródzkiej Brygadzie Kawalerii począwszy od działań opóźniających w rejonie Działdowa i Lidzbarka przez marsze odwrotowe, udział w natarciu na Mińsk Mazowiecki i Kałuszyn, walki przebojowe pod Krasnobrodem i Jacnią, a kończąc na walkach z wojskami sowieckimi w rejonie Woli Sudkowskiej. 27 września został rozbity i przestał istnieć jako zwarta jednostka.
Powstanie i organizacja pułku W dniu 15 lipca 1920 rtm. Ignacy Mielżyński otrzymał od Naczelnego Dowództwa zezwolenie na formowanie ochotniczego pułku kawalerii. Początkowo miał być utworzony przy szwadronie zapasowym 16 pułku ułanów w Bydgoszczy, ale na prośbę Mielżyńskiego został przeniesiony do szwadronu zapasowego 15 pułku ułanów w Poznaniu i otrzymał nazwę 1 Ochotniczy Pułk Jazdy Wielkopolskiej Nr 215. Najlepszym dowodem zapału jaki ogarnął zachodnie połacie kraju, był napływ ochotników do tworzonego pułku. Po dwóch tygodniach pułk liczył już przeszło 400 ochotników pochodzących z kręgów ziemiańskich, akademickich i rolniczych, przychodzących do jednostki z własnymi końmi i rzędem. Ochotnikami byli ludźmi nie podlegającymi służbie wojskowej, a mający za sobą służbę w armii niemieckiej bądź też w wieku 16–18 lat. Jak za dawnych czasów służyli tu ojciec z synem, a obywatele ziemscy przybywali nawet ze służbę dworską i końmi. Brak instruktorów powodował niedostatki w wyszkoleniu rekrutów. Zróżnicowany wiek i niedostatek uzbrojenia potęgował trudności organizacyjne. Ochotników szkolili podoficerowie dawnej armii niemieckiej nie znający komend regulaminu polskiego. Umundurowanie pułk otrzymał dosyć wcześnie, broni brakowało. Karabiny żołnierze dostali dopiero przed wyjazdem na front, a wcześniej szkolili się pożyczonych z 15 pułku. Lanc nie odebrali, ponieważ nie było czasu na naukę w ich władaniu.
Brak koni z jednej strony, a z drugiej zbyt duża liczba ochotników zmuszały do utworzenie szwadronów w składzie dwóch plutonów konnych i dwóch pieszych. Udało się jednak zrealizować postawione zadania, czego dowodem był egzamin zdany w walce z wrogiem już po czterech tygodniach od rozpoczęcia formowania pułku.
Działania bojowe Walki na froncie pomorskim Walki nad rzeką Drwęcą 12 sierpnia 1920 z dowództwa przyszedł telefoniczny rozkaz do wymarszu. Wtargnięcie zdążającej do obejścia od zachodu Warszawy, sowieckiej 4 Armii oraz III Korpusu Konnego na Pomorze zmusiły Naczelnego Wodza do zebrania wszystkich sił lądowych, będących w jego dyspozycji i przeciwstawienia się oddziałom nieprzyjaciela. Pułk w cztery tygodnie po rozpoczęciu formowania, niekompletny i prawie niewyszkolony, miał wejść do walki. W momencie rozpoczęcia marszu liczył 878 ludzi i 330 koni w czterech szwadronach i szwadronie karabinów maszynowych. 13 sierpnia pułk wyruszył na dworzec kolejowy, żegnany w mieście przez miejscową ludność. O 21.00 odjechał pierwszy transport do Torunia. Tam dowódca otrzymał rozkaz wyładowania się na stacji kolejowej Golub i obsadzenia brzegów Drwęcy. Rankiem 14 sierpnia otrzymano wiadomość, że sowieckie oddziały znajdują się ok. 5 km od stacji. Transport został wyładowany w przeciągu trzech godzin, wysyłano patrole w kierunku rzeki i marszem ubezpieczonym szwadrony ruszyły do nakazanego rejonu. Nie napotkawszy nieprzyjaciela, w okolicach wsi Owieczkowo zarządzono ubezpieczony postój. Pułk miał za zadanie bronić linii rzeki Drwęcy i utrzymać łączność między Działdowem i Toruniem. Wysłane zostały patrole z 1 i 2 szwadronu w kierunku Rypina i Brodnicy. Pozostałe szwadrony przystąpiły do szkolenia i ćwiczeń. Patrole wróciły 15 sierpnia nad ranem z wiadomością, że szpica kozacka była w Rypinie przed dwoma dniami. Między Lidzbarkiem i Brodnicą stwierdzono siły około brygady piechoty. Stary Zieleń był zajęty przez nieprzyjaciela, a drogą z Glinek na Klonowo jechało wozami około 1500 żołnierzy nieprzyjacielskiej piechoty. Poza 215 pułkiem nie było w tym rejonie żadnego zorganizowanego oddziału wojskowego. Dowódca pułku po powrocie z odprawy, odbywającej się w Grudziądzu, przywiózł rozkazy wyznaczające go na dowódcę „Grupy Operacyjnej rtm. Mielżyńskiego” w skład której oprócz pułku wejść miały jeszcze resztki grup operacyjnych gen. Roi i płk. Habiga, oddział wydzielony z 5 pułku strzelców konnych, 4/16 pułku artylerii polowej, pociąg pancerny „Wilk” oraz służby. Dowództwo pułku objął dowódca 1 szwadronu por. Kazimierz Ciążyński. Zadaniem pułku było jak najprędzej dotrzeć do Brodnicy w celu obrony miasta.
Po raz pierwszy w boju pułk wziął udział 16 sierpnia 1920 nad Drwęcą. Dowódca pułku postanowił stworzyć dwie grupy: konną w składzie 1 szwadronu i z 2 i 4 szwadronu konnych plutonów oraz pieszej w składzie 3 szwadronu, pieszych plutonów z 2 i 4 szwadronu i szwadronu ckm-ów pod dowództwem por. Wolniewicza. Konna grupa miała przejść do Rypina i dalej przez Michałowo-Jastrzębiec zaatakować nieprzyjaciela z lewego skrzydła, opóźniając tym jego marsz w kierunku Brodnicy, a ułatwiając tym samym osiągnięcie miasta przez swoje oddziały piesze. Wypadki rozgrywające się na froncie nie pozwoliły zrealizować planu. Kiedy o 18.00 pułk znajdował się w odległości 10 km na północny wschód od wsi Wrocki, otrzymał meldunek o rozbiciu resztek grupy płk. Habiga w mieście i zajęciu jego przez nieprzyjaciela. Nastąpił popłoch wśród wycofujących się z Brodnicy oddziałów, a dowódca grupy obawiając się, że nie utrzymają one Jabłonowa, skierował tam 215 pułk z zadaniem utrzymania tego węzła do czasu nadejścia posiłków z Inowrocławia. Jabłonowo pułk osiągnął późną nocą i omijając miasteczko zakwaterował się w pobliżu opuszczonego przez właściciela zamku. Przybycie pułku wzmocniło morale cofających się spod Brodnicy oddziałów, a dowódcy grupy umożliwiło zorganizowanie na tym odcinku obrony. Wobec takiego położenia dowódca postanowił zatrzymać tutaj tylko drugi szwadron i szwadron karabinów maszynowych wraz z rozbitkami grupy płk. Habiga, a resztę skierować do Golubia dla utrzymania łączności z Toruniem oraz do osłony linii kolejowej Jabłonowo – Toruń. 16 sierpnia nad ranem pułk wyruszył w drogę powrotną do Golubia, wykonując tym samym w przeciągu 24 godz. 90 kilometrów.
Pozostające w Jabłonowie szwadrony musiały po okolicy zbierać zdemoralizowanych żołnierzy i organizować z nich nowe pododdziały. W ciągu dnia nadjechały posiłki: 359 i 362 pp, 214 pułk artylerii polowej i 1 szwadron 218 pułku ułanów. W nocy przyjechał płk Jarosław Aleksandrowicz, który został wyznaczony na dowódcę „grupy jabłonowskiej”. Dotychczasowy dowódca rtm. Mielżyński został powołany na stanowisko szefa sztabu. W dalszym ciągu nadchodziły wiadomości o nieprzyjacielu. Po zajęciu Brodnicy ścigał teraz grupę płk. Habiga i znajdował się w Czekanowie, oddalonym od Jabłonowa około 15 km. Po otrzymaniu takiej informacji, płk Aleksandrowicz postanowił zdobyć Brodnicę i odrzucić wroga za Drwęcę. 17 sierpnia przegrupował on wojska do natarcia. W tym samym dniu do pułku dołączył szwadron karabinów maszynowych, pozostawiony wcześniej w Jabłonowie. Wysłane zostały patrole w kierunku Drwęcy i Brodnicy. Podjazd pchor. Marcelego Czarneckiego w sile plutonu został wysłany w kierunku na Brodnicę z zadaniem rozpoznania stanowisk nieprzyjaciela. W czasie wykonywania zadania przedarł się przez linię sowieckich placówek i zobaczył rozmieszczenie jego odwodów. W czasie jednego z patroli zginął najmłodszy ułan pułku, 16-letni Zbigniew Szlagowski, który chcąc rozpoznać położenie wojsk wroga, zsiadł z konia i wyczołgał się z zarośli. Został ciężko ranny, ale powrócił do plutonu dopiero po ukończeniu zwiadu i tam umarł na rękach kolegów. Dokładne wiadomości o wrogu pozwoliły dowódcy grupy na podjęcie decyzji, która miała doprowadzić do zwycięstwa.
Zdobycie Brodnicy thumb|Bitwa pod Brodnicą (1920) thumb 18 sierpnia o świcie rozpoczęło się natarcie pod Czekanowem i Lipnicą. Natarcie główne posuwało się po linii Jabłonowo-Brodnica, a natarcie pomocnicze prowadził pułk z Golubia przez Lipnicę na Brodnicę. Główne natarcie napotkało opór nieprzyjaciela na północ od Czekanowa. Wywiązała się zażarta walka, podczas której pozycje wroga przechodziły z rąk do rąk. Po obu stronach były znaczne straty. W czasie walki zginął dowódca 2 szwadronu ppor. Stanisław Rembowski. O 11.00 zdobyte zostało Czekanowo, a nieprzyjaciel wycofał się. W tym samym czasie pod naciskiem 215 pułku piechota nieprzyjacielska opuściła stanowiska pod Lipnicą i wycofała się w kierunku Brodnicy. Okopała się w okolicy wsi Mszano. Powracający z podjazdem pchor. Czarnecki wpadł na tyły tego oddziału, a widząc niebezpieczeństwo grożące pułkowi, wysłał dokładny meldunek, sam zaś z plutonem ruszył na wroga. Piechota rozpierzchła się w popłochu, a ułani zdobyli 2 karabiny maszynowe i ośmiu jeńców. Nieprzyjaciel, widząc zagrożenie, usiłował kontratakami powstrzymać napór polskich oddziałów, starając się obejść ich skrzydła i odciąć główne natarcie od odwodów. Na prawym skrzydle został zauważony batalion nieprzyjacielskiej piechoty idący z Brodnicy lewym brzegiem Drwęcy w kierunku południowo-zachodnim. Dla zabezpieczenia się przed możliwym oskrzydleniem dowódca pułku por. Ciążyński przesunął 1 szwadron z plutonem karabinów maszynowych na lewy brzeg rzeki i uniemożliwił ogniem dalsze przemieszczanie się tego batalionu. W tej walce wyróżnił się wachm. Klimacki, który pomimo ciężkiej rany wytrwał ze swoim plutonem na stanowiskach, odpierając ataki nieprzyjaciela. Dalsze natarcie pułku odrzuciło wroga do Brodnicy. Starszy ułan Konwiński wraz z wachm. Janikowskim dopadli dwa nieprzyjacielskie karabiny maszynowe i po unieszkodliwieniu ich obsługi skierowali ogień na zbliżające się przeciwnatarcie wroga. Powodzenie pułku należy przypisać w znacznej mierze szwadronowi karabinów maszynowych, ponieważ z braku artylerii to na nim spoczywał ciężar walki. W boju wyróżnili się chor. George i wachm. Falkowski, którzy usuwali zacięcia przebiegając od jednego karabinu maszynowego do drugiego, kierując jednocześnie ogniem niewyszkolonych dostatecznie ułanów. Obejście lewego skrzydła pułku udaremnił drugi szwadron, który szarżą odrzucił obchodzącego nieprzyjaciela. Ten natomiast widząc, że jego wysiłki zostały udaremnione, rozpoczął odwrót na Lidzbark i Nowe Miasto. Na kolumnę sowietów wpadł 2 szwadron, szerząc wśród nich popłoch i zamieszanie, i zdobywając jednocześnie trzy sowieckie sztandary pułkowe. Ostatnie oddziały nieprzyjacielskie wycofały się z Brodnicy późnym wieczorem, obierając kierunek na Lidzbark. Polskie wojska wkroczyły do miasta. Drugi szwadron ścigał jeszcze wycofującego się wroga, ale musiał ostatecznie zaniechać pościgu ze względu na brak dostatecznych sił. Zmęczenie i brak odwodów konnych ułatwiło nieprzyjacielowi zerwanie styczności z naszymi oddziałami i odwrót.
Oswobodzenie Pomorza