Krwawa niedziela, w propagandzie III Rzeszy na polecenie Josepha Goebbelsa określana jako Bromberger Blutsonntag (z niem. Bydgoska krwawa niedziela) – wydarzenia, które rozegrały się w Bydgoszczy w dniach 3–4 września 1939 roku, po agresji III Rzeszy na Polskę (kampania wrześniowa), podczas których śmierć ponieśli obywatele polscy – Niemcy i Polacy – mieszkańcy Bydgoszczy i Pomorza Nadwiślańskiego, a następnie eksterminacyjna akcja Wehrmachtu, oddziałów Selbstschutzu, Einsatzkommando i sądów doraźnych III Rzeszy, na polskich mieszkańcach miasta i Pomorza Nadwiślańskiego i żołnierzach Wojska Polskiego. Niemcy zrzeszeni w organizacji Selbstschutz jeszcze przed wojną tworzyli listy polskiej inteligencji do wymordowania po wkroczeniu regularnych oddziałów Wehrmachtu.

Stłumienie dywersji przez Wojsko Polskie i miejscową Straż Obywatelską w dniach 3 i 4 września 1939 r. zostało wykorzystane przez propagandę państwową III Rzeszy na polecenie Josepha Goebbelsa – ministra Oświecenia Publicznego i Propagandy III Rzeszy, jako dowód na polskie okrucieństwa wobec mniejszości niemieckiej w Polsce oraz pretekst do masowych egzekucji (dokonywanych przez Wehrmacht – publicznie na rynku w Bydgoszczy, Selbstschutz i Einsatzkommandos – w tzw. „Dolinie Śmierci”) i uwięzienia w obozach koncentracyjnych III Rzeszy tysięcy polskich mieszkańców Bydgoszczy i Pomorza Nadwiślańskiego, które znalazły się pod okupacją III Rzeszy.

V Kolumna w Bydgoszczy thumb|Inspekcja jednostki bydgoskiego Volksdeutscher Selbstschutzu. Maszerują od lewej: Josef Meier, dowódca struktur Selbstschutzu w powiecie bydgoskim; nadburmistrz Bydgoszczy Werner Kampe oraz Ludolf-Hermann von Alvensleben

3 września około godz. 10:00 na ul. Gdańskiej w rejonie ul. Kamiennej ostrzelano z kilkunastu miejsc jednocześnie część polskich oddziałów 22 pułku piechoty 9 Dywizji Piechoty Armii „Pomorze” (oraz 15. i 27. Dywizji Piechoty), które w porządku wycofywały się przez miasto w celu zajęcia pozycji obronnych nad rzeką Brdą. Uchodźcy znajdujący się na ulicach słysząc odgłosy broni maszynowej ostrzeliwującej wojsko, wpadli w panikę sądząc, że Wehrmacht już wkroczył do miasta.

Na miejsce strzelaniny natychmiast udał się komendant miasta mjr Wojciech Albrycht, który zauważył, że strzały padają z gmachów na skrzyżowaniu ul. Gdańskiej i Jagiellońskiej, oraz że zabitych zostało pięciu cywilów. Zameldował o wydarzeniach gen. Zdzisławowi Przyjałkowskiemu, który przydzielił mu do pomocy dwie kompanie 62. Pułku Piechoty. Do akcji oczyszczającej miasto z dywersantów przystąpił też mjr Jan Sławiński z rezerwami 82. Batalionu Wartowniczego oraz ochotnicy (także harcerze). Całością działań dowodził gen. Przyjałkowski oraz mjr Wojciech Albrycht. Do akcji przeciwko dywersantom spontanicznie przyłączali się także mieszkańcy miasta.

Strzelanina ogarnęła ulice Bydgoszczy w wąskim pasie wzdłuż linii z północy na południe, a w jej czasie zdarzało się, że polscy żołnierze omyłkowo celowali do swoich. W poszukiwaniu dywersantów aresztowano osoby narodowości niemieckiej, na których ciążył choćby cień podejrzenia, a gdy znaleziono przy nich broń, zgodnie z prawem stanu wojennego rozstrzeliwano je na miejscu. Dochodziło także do mordowania niewinnych Niemców, co w warunkach trwającego boju było praktycznie nie do uniknięcia, zwłaszcza że oficerowie w punktach dowodzenia stracili częściowo kontrolę nad działającymi pojedynczo grupami bojowymi.

Około godziny 16:00 strzały ucichły, sytuacja wyglądała na opanowaną, wojska polskie mogły dalej swobodnie wycofywać się przez Bydgoszcz. Zebrano około 600 podejrzanych Niemców w koszarach 62. Pułku Piechoty. Spośród zabitych dywersantów tylko część zidentyfikowano jako mieszkańców Bydgoszczy. Meldunki policyjne donosiły o odebraniu od dywersantów kilku karabinów maszynowych, jakich używano w wojsku niemieckim.

Do wieczora stwierdzono, że zginęło w wyniku niemieckiej dywersji 30-45 polskich żołnierzy oraz około 90-110 Niemców. Zwolniono też Niemców przetrzymywanych w koszarach, ponieważ wojsko i policja otrzymało rozkaz nocnej ewakuacji. Do ochrony miasta pozostawiono jedynie słabo uzbrojoną Straż Obywatelską złożoną z rezerwistów i weteranów. Faktycznie miasto pozostało bez władzy. Po wojnie wiceprokurator ówczesnej Głównej Komisji Badania Zbrodni Niemieckich w Polsce Kazimierz Garszyński potwierdził, że Niemcy 3 września strzelali do wycofujących się polskich żołnierzy z 46 miejsc.

W nocy z 3 na 4 września niemieccy dywersanci ostrzelali kompanię 61 pp Wojska Polskiego podczas przekraczania Kanału Bydgoskiego, a rankiem zostały ostrzelane oddziały baterii 15. Dywizji Piechoty, które zaatakowano z ukrycia na Czyżkówku na ul. Grunwaldzkiej, Nakielskiej i Kujawskiej. W związku z tym, przy pomocy Straży Obywatelskiej i cywili, oddziały te przystąpiły do walki z niemieckimi dywersantami. Doszło do licznych starć w dzielnicy Szwederowo. W odróżnieniu od dnia poprzedniego, podejrzanych rozstrzeliwano na miejscu. W trakcie walk zniszczony został kościół protestancki przy ul. LeszczyńskiegoKrótka historia Szwederowa – Wieści – MM Moje Miasto..

5 września, przed południem, do opuszczonego miasta wkroczyli niemieccy żołnierze 123. Pułku Piechoty należącego do 50. Dywizji Piechoty. Straż Obywatelska walczyła z wkraczającymi oddziałami niemieckimi również po wycofaniu się regularnych jednostek Wojska PolskiegoZgodnie z IV konwencją haską oddziały nieregularne oznaczone symbolami (opaski narodowościowe) są uznawane za część wojsk regularnych i podlegają ochronie konwencji..

Według Leszka Moczulskiego, który podjął bezpośrednią polemikę z tekstem prof. Włodzimierza Jastrzębskiego, dywersja w Bydgoszczy, dokonana rankiem 3 września 1939 r., miała stanowić argument dla dyplomacji III Rzeszy wobec Wielkiej Brytanii o konieczności ograniczenia agresji Niemiec na Polskę do ram lokalnych i niewypowiedzenia przez Wielką Brytanię wojny Niemcom w wykonaniu brytyjsko-polskiego układu sojuszniczego

Przełomowym – zdaniem Chincińskiego – opracowaniem udowadniającym pogląd o niemieckiej dywersji w Bydgoszczy jest książka Güntera Schuberta „Bydgoska krwawa niedziela. Śmierć legendy”, którą wydano w 1989, a po 14 latach przełożono na język polski. Autor, historyk i dziennikarz, wbrew dotychczasowemu i obowiązującemu stanowisku niemieckiej historiografii dowodzi, że 3 września 1939 w Bydgoszczy doszło do „powstania”, przygotowanego przez oddziały dywersantów z III Rzeszy. Akcja była pomyślana i przeprowadzona jako samodzielny czyn Sicherheitsdienst. Schubert ustalił m.in. istnienie tajnego oddziału Rotter Kühl powołanego do „specjalnych zadań Reichsführera SS” i wysunął przypuszczenie, że to ów oddział przeprowadził operację w Bydgoszczy. Do dywersantów przerzuconych z Niemiec przez Gdańsk mieli dołączyć niektórzy mieszkańcy Bydgoszczy i utworzyć wraz z nimi kilkuosobowe grupy, które rozlokowano w różnych punktach miasta. Jednocześnie Schubert uważa, że w trakcie dwudniowych walk z dywersantami mogło dojść do przypadków mordowania niewinnych Niemców.

Teza o braku niemieckiej dywersji Historiografia niemiecka po roku 1945 poświęcała bydgoskiej „krwawej niedzieli” niewiele miejsca. Przeważnie zajmowali się tym zagadnieniem historycy związani z ziomkostwami wysiedlonych z Pomorza Niemców. Niemniej jednak, poza Günterem Schubertem, właściwie wszyscy pozostali historycy niemieccy (choćby Peter Aurich i Dieter Schenk) są przekonani o braku niemieckiej dywersji. Polskim historykiem, który wbrew dotychczasowemu i obowiązującemu stanowisku polskiej historiografii dowodzi nieobecności niemieckich dywersantów w Bydgoszczy jest profesor Włodzimierz Jastrzębski, przez lata zwolennik poglądu o wystąpieniu dywersjiPatrz: T. Esman, W. Jastrzębski, Pierwsze miesiące okupacji hitlerowskiej w Bydgoszczy w świetle źródeł niemieckich, Bydgoszcz 1967., który zanegował swoje dotychczasowe ustalenia w 2004 roku, podczas konferencji zorganizowanej w Bydgoszczy z inicjatywy i przy współpracy niemieckiej Ostsee Akademie. Jastrzębski jest przekonany, że dywersja niemiecka nigdy nie miała miejsca, a jest to jedynie uzasadnienie dla rzezi urządzonej przez polskich obywateli. Nigdy nie znaleziono żadnego bezpośredniego dowodu dywersji – wzmianki w niemieckich dokumentach Abwehry organizującej akcje dywersyjne w Polsce (archiwa Abwehry zawierają dane o innych akcjach dywersyjnych) ani nie znaleziono przy niemieckich cywilach broni – a jedynie dowody pośrednie, jak raporty wojska „walczącego z dywersantem” czy wspomnienia, spisywane często wiele lat po wydarzeniach z 1939 roku. O braku akcji dywersyjnej świadczyć mają straty ludnościowe – około 350 niemieckich cywilów i 20 polskich żołnierzy (w tym być może ofiary nalotu i ranni przywiezieni z frontu) – „w wyniku walk” zniszczono również jeden protestancki kościół. Negowany jest propagandowy sens dywersji i podkreślane jest, że do miasta lada chwila miały wkroczyć regularne oddziały niemieckie, a Bydgoszcz nie odgrywała żadnej roli w czasie kampanii wrześniowej (wojsko polskie wycofało się z miasta).

Niemieckie i polskie ofiary akcji dywersyjnej w dniach 3–4 września 1939 Po rozpoczęciu okupacji niemieckiej w Bydgoszczy działała od 15 września do końca grudnia 1939 r. niemiecka Specjalna Komisja Policyjno-Kryminalna ds. Wyjaśnienia Polskich Zbrodni, która stwierdziła, że większość ofiar zginęła od broni używanej przez polskie wojsko.

Na podstawie zachowanych dokumentów (akt USC w Bydgoszczy, ksiąg parafialnych, akt miasta, nekrologów zamieszczanych w prasie i ksiąg zgonów)Dostępne dokumenty nie pozwalają na dokładne określenie przyczyn śmierci wszystkich ofiar. historyk IPN Paweł Kosiński ustalił, że 3 i 4 września w mieście zginęło 365 osób. Spośród nich 33 nie zostały zidentyfikowane, 263 były zameldowane w Bydgoszczy, a pozostałe poza miastem. Wśród nich 254 było ewangelikami, a 86 katolikami. Biorąc pod uwagę panujące przed wojną stosunki wyznaniowe, można założyć, że większość zabitych ewangelików była Niemcami, a katolików – Polakami. Wśród ofiar byli też polscy żołnierze w liczbie 20, którzy zginęli 3 i 4 września. Nie wiadomo jednak, czy wszyscy zginęli w wyniku ostrzału na ulicach, czy też niektórzy zmarli w szpitalu z ran odniesionych na froncie. Ponadto polscy żołnierze ranni w walkach zostali ewakuowani wraz z opuszczającymi miasto jednostkami Wojska Polskiego.

Represje niemieckie wobec cywilnej ludności Bydgoszczy po rozpoczęciu okupacji miasta thumb|Bydgoszcz – rozstrzelanie Polaków 9.09.1939 thumb|Egzekucja Polaków 9.09.1939 thumb|Volksdeutsch denuncjujący Polaka – rzekomego uczestnika „Krwawej niedzieli” Po zajęciu Bydgoszczy żołnierze Wehrmachtu zgromadzili na rynku miasta cywilnych zakładników; 3/4 z nich oskarżono o udział w krwawej niedzieli. W ciągu pierwszego tygodnia okupacji, plutony egzekucyjne Wehrmachtu i Einsatzgruppen rozstrzelały w Bydgoszczy (m.in. w publicznych egzekucjach na Starym Rynku) około 600-800 Polaków. W ciągu kilku następnych miesięcy członkowie miejscowego Selbstschutzu oraz specjalnego oddziału Einsatzkommando 16 działającego w ramach operacji Tannenberg zamordowali w „Dolinie Śmierci” w podbydgoskim Fordonie od 1200 do 3000 mieszkańców Bydgoszczy pochodzenia polskiego i żydowskiego. Zamordowany został m.in. przedwojenny prezydent miasta Bydgoszczy Leon Barciszewski, który powrócił do miasta, wobec publicznych oskarżeń propagandy niemieckiej o nadużycia finansowe w zarządzaniu Bydgoszczą, którym to zarzutom chciał się osobiście przeciwstawić. W ciągu pierwszych czterech miesięcy okupacji Niemcy zamordowali około 5 tys. mieszkańców Bydgoszczy i powiatu bydgoskiego, z czego prawdopodobnie od 1,5 tys. do 2000 ofiar pochodziło z samej Bydgoszczy. Obecnie całkowite straty wśród mieszkańców miasta w czasie całej II wojny światowej historycy szacują na około 10 000 ofiar.