Kilkakrotnie, ze względu na panieńskie nazwisko, władze okupacyjne proponowały jej podpisanie volkslisty, czego odmówiła. Nałożono na nią codzienną kontrolę. Przed szóstą rano musiała pojawiać się na gestapo i okazywać książkę meldunkową gości pensjonatu. Wiele osób w hotelu nie było meldowanych, korzystało z licznych zakamarków w piwnicach, połączonych ze sobą kilku piętrowych domów na wynajem. W pensjonacie Gestapo przeprowadzało rewizje i nękało najściami.

Często odwiedzała rodzinę w Warszawie. W styczniu 1943 r. przyjęła pod swój dach uciekiniera z Warszawy – Emila G. posługującego się kenkartą na spolszczone nazwisko Ż. Mieszkał jawnie razem z pozostałymi lokatorami, pracując jako placowy w lokalnym tartaku. O żydowskim pochodzeniu uciekiniera wiedzieli pozostali lokatorzy.

Na dwa miesiące przed wycofaniem się Niemców z miasta, wyrzucona z pracy za kradzież służąca Marianna M., z zemsty doniosła na gestapo na Długoborską i własnego męża, z którym była w separacji i jego cała rodzinę. Gestapo wkroczyło do pensjonatu w nocy z 23 na 24 czerwca 1944 r., aresztowało pod zarzutem ukrywania Żydów i oficerów AK: Jadwigę Długoborską i jej siostrę Cecylię Pachecką, matkę nastoletnich dzieci i wdowę po kapitanie, poległym w wojnie obronnej 1939 r.