W 2013 roku literacka recenzentka, Helen Brown, z brytyjskiego dziennika „The Daily Telegraph” napisała na jego łamach: „Gregory zrobiła imponującą karierę przemieniając pełen życia i pasji, niezależny byt w historyczne szlachcianki, których osobowości spoczywały wcześniej na drzewach genealogicznych, a zapamiętane zostały jedynie jako waluta dyplomatyczna i klacze rozrodcze (…) Historyczna fikcja Gregory zawsze była w zajmujący sposób spekulatywna (odczuwający pokusę do szydzenia powinni zauważyć, że nigdy nie twierdziła inaczej) i nie brakuje jej romantycznej licencji”.
Kontrowersje w twórczości
Gregory stwierdziła, na swojej oficjalnej stronie internetowej, że jej „przywiązanie do historycznej rzetelności” jest wizytówką jej pisania. Jednak historycy kwestionują to. David Starkey, który wystąpił u boku Gregory w dokumencie o Annie Boleyn, mało pochlebnie określił jej pracę jako „dobry przykład Mills and Boon”.