Na przykładzie postaci upiora pokazuje, że prędzej mieliśmy do czynienia z animizmem niż religią politeistyczną.

Już w pierwszych rozdziałach Kozak ujawnia się jako przeciwnik tezy o dominującej roli chrześcijaństwa w kulturze duchowej Rzeczypospolitej – wyjątkowo silna skala wiary w upiory, strzygi i płanetników świadczy według autora o prymie rodzimej religii w kulturze Polaków jeszcze w XIX wieku. Stwierdza, że pogląd jakoby korzenie Europy wychodziły z prawa rzymskiego, myśli greckich filozofów i Biblii są mistyfikacją, gdyż w takim kształcie były one domeną przede wszystkim bardzo wąskiego grona elit. Na podstawie źródeł bardziej miarodajnych i reprezentatywnych dla całości populacji Europy Środkowo-Wschodniej (szczególnie najliczniejszej klasy – chłopów) stawia tezę, iż kulturę regionu zbudowały takie elementy jak „szamanizm, magia i prawo zwyczajowe”.

Kozak w swojej książce wychodzi z założeń mikrohistorii, w której nie rozważa się, czy badane zjawiska są prawdziwe, a więc czy upiory rzeczywiście chodzą po świecie. Jak mówi w rozmowie dla Wprost z Przemysławem Bociągą: „Ludzie rzeczywiście widzieli upiory, bez wątpienia wykopywali je z grobów, obcinali im głowy, pili krew trupów. To jest w materiałach sądowych czy policyjnych”.