Niektórzy jeńcy byli tak osłabieni, że nie mieli siły wspiąć się na pokład i byli zmuszeni leżeć we własnych odchodach.

13 listopada „Dainichi Maru” zawinął do Takao na Formozie. Jeńcom pozwolono opuścić ładownie i spędzić postój na lądzie. Japończycy zgodzili się także zabrać ze statku około 100 najciężej chorych jeńców. Ponadto kilkuset zdrowych jeńców pozostawiono na stałe na Formozie w charakterze robotników przymusowych. W ich miejsce zaokrętowano 286 Amerykanów, których miesiąc wcześniej przywieziono z Manili, a także 200 jeńców różnych narodowości, których wcześniej przywieziono z Singapuru.

14 listopada oba statki wznowiły rejs, lecz jeszcze tego samego dnia, chroniąc się przed sztormem, zatrzymały się w porcie Mako na Peskadorach. Spędziły tam cztery noce, po czym dołączywszy do niewielkiego konwoju, wznowiły rejs w kierunku Wysp Japońskich. Był to najtragiczniejszy etap rejsu. Racje żywnościowe zostały bowiem zmniejszone, a w dodatku obcięto racje wody pitnej. Niektórzy z jeńców, doprowadzeni pragnieniem do ostateczności, posuwali się do picia moczu lub krwi z rozciętych żył.