Statek błyskawicznie zatonął – według jednego ze świadków po upływie nieco ponad minuty od eksplozji torped. Spoczął na dnie na pozycji .
Epilog 25 czerwca około godziny 10:00 w miejscu katastrofy pojawiły się japońskie jednostki, które przystąpiły do ratowania rozbitków. W pierwszym momencie marynarze wyciągnęli z morza około 30 jeńców, gdy jednak zorientowali się, że w wodzie wciąż znajduje się wielu japońskich rozbitków, zmusili jeńców, by z powrotem wskoczyli do morza. Japońskie jednostki najpierw wyciągały z wody japońskich żołnierzy, a dopiero w dalszej kolejności kobiety i dzieci. Po pewnym czasie przystąpiły jednak do ratowania jeńców. Australijski porucznik Lance Gibson był przekonany, że jeńcy zawdzięczali ocalenie interwencji koreańskiego tłumacza, który był do nich przyjaźnie nastawiony.
Spośród 772 alianckich jeńców, którzy płynęli na „Tamahoko Maru”, zginęło 560. W gronie ofiar znalazło się m.in. około 185 Australijczyków i 28 Amerykanów. Zginęło także 35 członków japońskiej załogi. 212 ocalałych jeńców trafiło do obozu jenieckiego Fukuoka 13 w Nagasaki.
Pamięć „Tamahoko Maru” jest zaliczany do grona japońskich „piekielnych statków” (ang. Hellships).