Wiersz jest często interpretowany jako manifest, w którym autor poddał krytyce model literatury zaangażowanej. Jan Polkowski ma tu być symbolem pewnej postawy literatury wobec problemów społeczno-politycznych (artyści tworzący w okresie ograniczonych możliwości PRL-u mieli by być kreatorami zaledwie "poezji niewolników"). Krytyka poezji Polkowskiego to w istocie skrytykowanie określonego typu literatury zbliżonego do programu Nowej Fali. Utwór stanowi dla części odbiorców poetyckie wezwanie do wyzwolenia poezji od polityki.
Wiersz zdobył największą popularność w latach 90. XX wieku. Był reinterpretowany pod wpływem następujących bieżąco wydarzeń politycznych.
Krytyka Marian Stala w swoim szkicu "Polkowski, Machej, Świetlicki, Tekieli..." określił utwór jako "programowy pamflet", który odczytał jako "bardziej odrzucenie pewnego rodzaju poezji niż atak na jednego tylko, konkretnego poetę" (Polkowskiego). Krzysztof Koehler stwierdził, że wiersz zawiera w sobie sąd, który "swym ostrzem zwraca się przeciwko wszelkiej poezji, także przeciw poezji Marcina Świetlickiego". Stawia autorowi zarzut, iż ten "usiłuje sobie i nam wmówić, że skonwencjonalizowana i sfunkcjonalizowana sztuczność poezji jego (piszącego poezje) nie dotyczy".