Załoga karabinu maszynowego, który ustawiono na werandzie głównego budynku obozowego, otworzyła ogień do jeńców, którzy usiłowali się wydostać z płonących schronów. Do masakry włączyli się także pozostali żołnierze 131. batalionu. Uciekających Amerykanów zabijali strzałami karabinowymi, ciosami bagnetów lub uderzeniami kolb karabinowych.

Doktor Carl Mango, obozowy lekarz, zdołał wydostać się ze schronu, mimo że jego ubranie zajęło się ogniem. Z okrzykiem „Opamiętajcie się, na Boga, opamiętajcie się” ruszył w kierunku Japończyków, usiłując ich powstrzymać przed dalszym zabijaniem. Niemal natychmiast został jednak ścięty serią karabinu maszynowego. Chwilę później por. Sato własnoręcznie oblał benzyną i podpalił jego zwłoki. Sato zastrzelił także leżącego na noszach sierż. Jamesa Stidhama – jeńca, który kilka tygodni wcześniej został sparaliżowany na skutek ran odniesionych w czasie amerykańskiego nalotu.

Miały miejsce akty oporu. Douglas Bogue był świadkiem, jak jeden z amerykańskich żołnierzy wyrwał karabin strażnikowi i go zastrzelił, jednakże chwilę później drugi Japończyk zadał mu śmiertelny cios bagnetem w plecy. Inny jeniec, cały w płomieniach, wydostał się ze schronu, po czym skoczył na jednego z Japończyków i objął go tak mocnym uściskiem, że ten również zajął się ogniem. Wrynn podaje, że nawet kilku Japończyków mogło zostać zabitych przez rozpaczliwie broniących się jeńców.