Około południa, niedługo po tym, jak jeńcy powrócili do obozu, na niebie pojawiły się dwa amerykańskie myśliwce P-38 Lightning. Na dźwięk kościelnego dzwonu ogłaszającego alarm przeciwlotniczy, Japończycy rozkazali jeńcom natychmiast udać się do schronów. Gdy obie maszyny odleciały, Amerykanie zaczęli wychodzić ze schronów, jednakże Japończycy rozkazali im pozostać w ich bezpośrednim sąsiedztwie – rzekomo ze względu na otrzymaną informację o zbliżającej się do Palawanu dużej grupie bombowców. Około godziny 14:00 ponownie rozległ się sygnał alarmu przeciwlotniczego, a strażnicy pośpiesznie zagnali jeńców z powrotem do schronów. Z powodu tłoku i upału wkrótce zaczęło brakować powietrza, stąd jeńcy zaczęli krzyczeć, domagając się pozwolenia na wyjście na zewnątrz. W odpowiedzi Japończycy rozkazali im pozostać w schronach. Chwilę później, około godziny 14:30, ku kompletnemu zaskoczeniu Amerykanów na teren obozu wbiegło około 50–60 japońskich żołnierzy z kanistrami benzyny i zapalonymi pochodniami. Japończycy, którymi dowodził por. Sato, zaczęli oblewać schrony benzyną i podkładać ogień. Do niektórych schronów wrzucono także granaty. Jako pierwszy został zaatakowany schron „A”, następnie schrony „B” i „C”.