A gdy Ofiara się spełniła, kardynał zawołał w stronę grobu: Obudź się i mów. Wtedy podniosło się z grobu ciało i zawołało: Biada! Zmarły Piotr rozpoznał w kardynale Apostoła Jana, który nigdy nie umarł. Teraz został wezwany, by ogarnąć świat i przytulić go do piersi Pana, jak był sam przytulony podczas ostatniej wieczerzy. Piotr powtórzył swoje biada i zapadł się w grób, a sklepienie bazyliki zaczęło pękać. Wszystkim zrobiło się straszno, tylko szlachta polska patrzyła śmiałym okiem. Kardynał nakazał wszystkim wychodzić, by nikt nie zginął pod gruzami. Papież pozostał, bo chciał umrzeć przy ołtarzu. Ściany kościoła zaczęły się giąć. Wszyscy rzucili się do ucieczki. Tylko szlachta polska została, by starzec nie musiał umierać sam. Potem pękły cztery kolumny przy ołtarzu i runął baldachim i kopuła, wszystkie portyki i pałac Watykanu. Na olbrzymi kopiec zwalonej bazyliki wstąpił kardynał, a narrator poszedł za nim i kiedy upewnił się, że Chrystus już więcej nie urodzi się ani nie umrze na ziemi, zapytał o los tych, których tu wczoraj przyprowadził. Starzec kazał mu się nie martwić o nich, bo za to że oddali Panu ostatnią przysługę, on się im odwdzięczy.
Źródło i licencja
Fragment artykułu Wikipedia — Legenda (poemat) · historia autorów.
Tekst: CC BY-SA 4.0. Wydzielono fragment z dłuższego artykułu.