Wchodzących powitało miasto przystrojone i oświetlone jak w dzień oraz rozradowani rzymianie. Przeszli obok rozświetlonego amfiteatru Flawiana i Kapitolu przez most na Tybrze i weszli na dziedziniec bazyliki. Dalej iść było niepodobna z powodu tłumów. Wtedy wyszedł na schody starzec w purpurze kardynalskiej i nakazał przepuścić tych, którzy kiedyś dla wiary katolickiej cudzy naród zbawili od śmierci, a później za wiarę poginęli. I przeszli umarli aż pod sam grób Piotra i uklęknąwszy modlili się trzymając broń w ręku. A gdy wszystkie orszaki zajęły miejsce, każdy pod swym sztandarem, od strony Watykanu nadszedł papież w towarzystwie biskupów. Idąc kreślił w powietrzu drżące znaki błogosławieństwa. A gdy ręce jego osłabły, ten sam kardynał pomógł mu zasiąść na tronie, który wniesiono przed ołtarz. Dzwony uderzyły dwanaście razy, a kardynał ogłosił, że Chrystus się narodził. Potem rozpoczęła się Msza, a w chwili podniesienia usłyszano jakby głos który mówił: Jestem i ujrzano śnieżną postać z krwawymi rękami i nogami.
Źródło i licencja
Fragment artykułu Wikipedia — Legenda (poemat) · historia autorów.
Tekst: CC BY-SA 4.0. Wydzielono fragment z dłuższego artykułu.