Około 16.00 niezorganizowane jeszcze zgrupowanie bojowe 59 pułku piechoty ruszyło do natarcia. Po wyjściu z lasu polskie tyraliery znalazły się w silnym ogniu artylerii i broni maszynowej. Mimo to zmiotły niemieckie ubezpieczenie, ale na zasadniczej linii obrony niemieckiej 3 Dywizji Piechoty natarcie załamało się. Brak scentralizowanego kierowania artylerią dywizyjną uniemożliwiał zastosowanie ognia kontrbateryjnego. Wycofujące się na podstawy wyjściowe oddziały polskie ponosiły duże straty. Brak sukcesów pododdziałów polskiego pułku historycy wojskowości dopatrują się nie tyle w silnym oporze Niemców, co w niewłaściwym przygotowaniu natarcia i słabym kierowaniu walką przez dowódcę pułku i dowódców batalionów.

Późnym popołudniem w rejonie Gąbina ześrodkował się 61 pułk piechoty wzmocniony III/15 pal. Dowódca 15 DP nakazał pułkowi przygotować się do natarcia nocnego. W marszu na podstawy wyjściowe pododdziały pogubiły się. W ciemnościach nastąpiło przemieszanie się polskich pododdziałów z ubezpieczeniem niemieckim. Przez całą noc wybuchała w różnych miejscach bezładna strzelanina, a z nastaniem świtu między przemieszanymi pododdziałami rozpoczęła się chaotyczna walka. Wyprowadzony rano niemiecki kontratak odrzucił polski pułk na podstawy wyjściowe. Straty w ludziach były bardzo dużo.