Pochwały zebrał również wokal artystki: Hague uznał, że jej niski rejestr wzbogacił ścieżkę, Hunter-Tilney opisał jej śpiew jako pełen „charakterystycznego zaangażowania i charyzmy”, a Powers stwierdził, że jej głos „nigdy nie brzmiał mocniej”, w czym pomógł pogłos sprawiający, że brzmi ona „potężnie, a jednocześnie intymnie”. W nieco mniej entuzjastycznym tonie wypowiedział się Spencer Kornhaber z The Atlantic, zauważając, że piosenka jest „stosunkowo silna, choć nieoczekiwanie przygnębiająca”.
Odbiór warstwy lirycznej nie był już tak jednolity. Roisin O’Connor z The Independent nazwała „The Fate of Ophelia” utworem wzniosłym ze względu na jego „literacki sznyt”, a Hague zauważył, że ścieżka prezentuje charakterystyczne dla Swift konfesyjne pisarstwo z poetyckimi zwrotkami i ironicznym refrenem. Porównując piosenkę do „Love Story”, Tom Breihan ze Stereogum napisał, że oba utwory „mijają się z sensem” szekspirowskich tragedii, ale „ten rodzaj pisarskiej przesady” i tak okazuje się angażujący i „cholernie rządzi”. W mieszanej recenzji Carlos Marcos z El País chwalił „oryginalną” produkcję, lecz twierdził, że utwór jest obciążony „żałosnym” tekstem.