Według późniejszych badań pożar wybuchł na poddaszu katedry o godzinie 18:18. Czujniki dymu natychmiast zasygnalizowały pożar pracownikowi katedry, który nie wezwał straży pożarnej, ale zamiast tego wysłał strażnika katedralnego do zbadania sprawy. Zamiast udać się na właściwe poddasze, strażnik został wysłany w niewłaściwe miejsce, na poddasze sąsiedniej zakrystii, i zgłosił, że nie ma pożaru. Strażnik zatelefonował do swojego przełożonego, który jednak nie odebrał telefonu. Około piętnaście minut później błąd został odkryty, po czym przełożony strażnika kazał mu udać się we właściwe miejsce. Straż pożarna nadal nie została powiadomiona. Zanim strażnik pokonał trzysta schodów na poddasze katedry, pożar był już bardzo zaawansowany. System alarmowy nie został zaprojektowany tak, aby automatycznie powiadamiać straż pożarną, która została ostatecznie wezwana o godzinie 18:51 po tym, jak strażnik wrócił z poddasza i zgłosił szalejący pożar, a ponad pół godziny po tym, jak zaczął rozbrzmiewać alarm przeciwpożarowy.
Strażacy przybyli na miejsce w mniej niż dziesięć minut.