Prawdopodobnie ogień był już tak silny, iż molekuły dwutlenku węgla ulegały rozpadowi na atomowy tlen i węgiel.
W piątek, 11 października, 11 ton uranu znajdowało się w płomieniach. Temperatura zaczęła być niebezpiecznie wysoka (termopary zanotowały 1300 °C), co groziło zawaleniem się biologicznej osłony nad reaktorem. To z kolei spowodowałoby częściowe odsłonięcie rdzenia i wydostanie się ton silnie promieniotwórczych radionuklidów do środowiska. W obliczu zagrożenia, operatorzy zdecydowali się na użycie wody, co było skrajnie niebezpieczne: stopione metale w kontakcie z wodą ulegają utlenieniu uwalniając wodór, który w połączeniu z powietrzem może spowodować eksplozję, rozrywając osłabioną już przez pożar betonową osłonę biologiczną. Mimo to, reaktor został zalany wodą na wysokość 1 metra ponad wysokość rdzenia.
Główny operator (Tuohy) zdecydował się odciąć reaktor od wszystkich źródeł powietrza, czyniąc każdego z obsługi odpowiedzialnym za kontrolę tego stanu. Woda miała być ciągle włączona, a obsługa nasłuchiwać czy nie nastąpi eksplozja wodoru, gdyż ciśnienie gazów w rdzeniu stale rosło.