Wyroki śmierci na polskich więźniów przetrzymywanych w Kartuzach lub Borowie wydawały dwie niemieckie komisje. Pierwszą kierował kreisleiter Busch, a w jej skład wchodzili członkowie Selbstschutzu i policji niemieckiej z Kartuz. Druga złożona była z funkcjonariuszy SD i Gestapo należących do Einsatzkommando 16. Egzekucje wykonywane były natomiast przez bojówki Selbstschutzu lub SS-manów z jednostki Wachsturmbann „Eimann”, której pododdział pozostawał do dyspozycji członków drugiej z wspomnianych wyżej komisji. Zdarzało się, że przed rozstrzelaniem Niemcy pastwili się nad ofiarami, m.in. ekshumowane po wojnie zwłoki księdza Arasmusa miały połamane kończyny. Rannych dobijano kolbami i łopatami.

Co najmniej 23 osoby zamordowano również na terenie obozu w Borowie lub w jego pobliżu. Część spośród zamordowanych należała do 40-osobowej grupy polskich jeńców wojennych pochodzenia żydowskiego, których przywieziono do obozu na przełomie września i października. Chociaż tylko trzy przypadki zbrodni przypisuje się strażnikom Wehrmachtu, to wojskowa komenda obozu ponosi pełną odpowiedzialność za mordy na jego więźniach.