„Każdy pieszy łanowy ma mieć żupan w pół golem biały, katankę po kolana czerwoną, czapkę, butów parę, muszkiet lotnowy, siekierkę, prochów funtów 10, ołowiu funtów 10, lontów funtów 10, półwerlak, rydel, motykę. Żywność za niem wieść ma 1 wozie bosym o parze koni lub parze wołów dla 5 łanowych z woźnicą”Tekst zaczerpnięty z czasopisma „Złoczewianin” wydanie 2010..
Kilka miesięcy później przez miasto przechodziły wojska szwedzkie i oddziały polskie. W listopadzie 1655 przez Złoczew przemaszerowała piechota szwedzka pod dowództwem Burcharda Müller von der Lühnena, plądrując i paląc miasteczko. Zagrabiono cenne kosztowności ze skarbca znajdującego się w ratuszu miejskim oraz spalono lub zrabowano ważne dokumenty w tym przywileje miejskie. Z klasztoru bernardynów zrabowano wiele przedmiotów liturgicznych i obrazów pochodzących z fundacji Andrzeja Ruszkowskiego i jego rodziny. Skradziono także cenne zbiory i dokumenty z biblioteki, które wywieziono i spalono. Po nieudanym oblężeniu Jasnej Góry, przez miasteczko ponownie przemaszerowały oddziały szwedzkie. Tym razem dowodzone przez Jana Wejharda hrabiego Wrzesowicza, czeskiego najemnika w służbie szwedzkiej. Miasteczko zostało w większości spalone, szczególnie ucierpiał klasztor bernardynów, który można było odbudować dopiero w 1662. Ucierpiały również okoliczne wsie.