Zabudowa centrum miasta okazała się równie podatna na ogień, co domostwa na Krupniczej. Było to efektem kilku czynników. Przede wszystkim, prawie wszystkie budynki, nawet Sukiennice, były kryte gontem. Materiał ten okazał się bardziej łatwopalny niż zwykle, bowiem przez dwa miesiące poprzedzające lipiec 1850 roku, w Krakowie nie spadła ani kropla deszczu. Wysuszony, spękany gont stał się dogodną pożywką dla ognia. Silny wiatr z łatwością przerzucał iskry i płonące resztki dachów na kolejne budynki. Oprócz tego większość kamienic miała jeszcze drewniane poddasza czy też inne elementy wyposażenia wykonane z tego materiału, np. ganki, werandy, schody. Ponadto wielu mieszkańców na strychach swoich domów trzymało łatwopalne przedmioty, najróżniejsze rupiecie, szmaty, papiery czy stare sprzęty, lekceważąc w ten sposób przepisy antypożarowe z czasów Wolnego Miasta, które zabraniały gromadzenia tego rodzaju rzeczy. Na dodatek, wśród murowanych kamienic centrum stało jeszcze wiele drewnianych budynków, takich jak szopy, wozownie, składy, stajnie i kramy handlowe. Wszystko to doprowadziło do tego, że ogień rozprzestrzeniał się bardzo szybko, a pożar przybrał wielkie rozmiary; ;