Z drugiej strony wysoką formą imponowali Stephen Larkham, Matt Giteau, Clyde Rathbone i Lote Tuqiri. Dowodzeni przez Grahama Henry’ego Nowozelandczycy w przeciwieństwie do rywali przystępowali do turnieju mając ustabilizowany skład nie trapiony zbytnio kontuzjami, byli zatem obstawiani w roli faworyta po czterech zwycięstwach nad Anglią, Argentyną i Pacific Islanders.
Otwierający turniej pojedynek w Wellington został rozegrany w strugach deszczu, toteż zawodnicy obu zespołów mieli problemy z kontrolowaniem piłki, co przekładało się na dużą liczbę błędów. All Blacks mieli przewagę zarówno w posiadaniu piłki, jak i terytorium, lecz jedynymi punktami w pierwszej połowie był celny karny Daniela Cartera. W drugiej części meczu obie drużyny zdobyły po podwyższonym przyłożeniu, jednak dwa wykorzystane karne Cartera pozbawiły Australijczyków bonusowego punktu. Zadowolony z postawy nowozelandzkiej formacji młyna dominującej w stałych fragmentach gry był zarówno ich trener, Steve Hansen, jak i kapitan zespołu, Tana Umaga, z kolei dla Eddiego Jonesa pocieszeniem nie była niewielka przegrana przy jedynie dwudziestoprocentowym posiadaniu piłki.