Kolejne masakry miały miejsce na wsiach. Westermann wraz z podległymi mu jeźdźcami rozstrzelał 500-700 jeńców, mężczyzn, kobiet i dzieci w lesie Sem nieopodal Prinquiau. Westermann, cieszący się przydomkiem „rzeźnika Wandejczyków” rzekomo miał tak napisać do członków Komitetu Ocalenia Publicznego:

Obywatele Republikanie, nie ma już Wandei. Zginęła od naszego wolnego miecza, razem z jej kobietami i dziećmi. Pogrzebałem ją w bagnach i lasach Savenay. Zgodnie z waszymi rozkazami, zmiażdżyłem dzieci końskimi kopytami; zmasakrowałem kobiety, które przynajmniej nie będą już rodziły więcej bandytów. Nie został mi ani jednak więzień, za którego mógłbym się wstydzić. Zlikwidowałem ich wszystkich...

Niemniej jednak, niektórym Wandejczykom – z pomocą lokalnej ludności – udało się zbiec. Jean Legland, pracujący jako przewoźnik przez Loarę, w roku 1834 przyznał, że pomógł 1 258 uciekinierom przetrwać pierwsze dni po bitwie pod Savenay. Wersję tę potwierdziły pisemne zeznania złożone przez  Abbé Berniera. W sumie 2 500 ludzi mogło przeżyć bitwę i następujące po niej masakry.