Pomimo wykrycia przez przeciwnika, dowódca kompanii C nadal pozostał na swoim miejscu, licząc, że zasadzka odniesie sukces.
Tymczasem Arabowie ogłosili alarm i wstrzymali ruch na zagrożonej drodze. O godz. 6:30 dowódca żydowskiego batalionu zdecydował, że nie będą dłużej czekać. Rozkazał więc wysadzić sąsiednią instalację wodociągową oraz otworzyć ogień do pobliskiego obozu arabskich pracowników kolei. Próba zdetonowania ładunków wybuchowych zakończyła się jednak niepowodzeniem, gdyż saper zapomniał wziąć odpowiednią baterię elektryczną. Tymczasem odgłosy strzałów zaalarmowały wszystkie siły arabskie w okolicy. Od strony wioski Jibna nadciągnęło około 50 arabskich ochotników - ważne było to, że nie byli to żołnierze Arabskiej Armii Wyzwoleńczej, tylko lokalne siły arabskiej samoobrony. Działali oni spontanicznie, nie czekając na rozkazy swojego dowództwa wojskowego. Arabowie nierozsądnie zbliżyli się do pozycji żydowskich, i znaleźli się pod ogniem trzech kompanii. W tym samym czasie od strony wioski Isdud nadciągnęła inna grupa arabska, prawdopodobnie zaalarmowana przez pasterzy. Zbliżali się oni ostrożnie, uważając, aby nie wpaść w zasadzkę. Wdali się oni w wymianę ognia z kompaniami C i D. Ostrzał moździerza zmusił ich do odwrotu.