Siły szlacheckie mogły liczyć nawet 5000 osób – zajęły nie tylko część Rynku, ale też uliczki sąsiadujące, od Żydowskiej, do Świętosławskiej. Wezwani na pomoc z zamku żołnierze pod wodzą generała Rafała Leszczyńskiego, zawrócili, aby nie prowokować ataku na zamek. Ostatecznie szlachta i zwykli przestępcy wdarli się na Ratusz, gdzie doszło do rabunku zgromadzonych tam dóbr i pieniędzy (w tym depozytów sierot i pamiątek z okresu potopu szwedzkiego), dewastacji dzieł sztuki, m.in. obrazów królewskich i posągów, a także masakry urzędników miejskich, mieszczan, rajców i strażników w nieznanej liczbie (część z nich wyrzucono przez okna). Trupy i dogorywających obrabowano z ubrań, złota i pieniędzy.

Rabunek został przerwany przez franciszkanów, którzy przybyli pod Ratusz w procesji z krzyżem. Spowodowało to uspokojenie nastrojów wśród szlachty, a także przejęcie inicjatywy przez stronę miejską. Część rabusiów zakonnicy przebrali w habity i wyprowadzili poza arenę walki. Zabezpieczyli też Ratusz, zamykając go i chroniąc przed całkowitym rozgrabieniem.