Dwór miał dwie kondygnacje – parter i poddasze – ale architekt tak balansował z wysokością pomieszczeń, że stworzył np. pokój ukryty między stropem parteru, a podłogą poddasza. A jeden z pokoi położonych na piętrze w ogóle nie miał drzwi. By wejść do środka, trzeba było zsunąć się po belce stropowej. Architektura dworu była więc skomplikowana i niefunkcjonalna, ale sprawdziła się w do ukrywania ludzi.

17 stycznia 1945 roku w Garnku pojawili się sowieccy żołnierze. Sowieci szukali alkoholu, rabowali dworskie gospodarstwo, zabili cały żywy inwentarz, zniszczyli przechowywane zboże, zgwałcili też kucharkę. Korzystając z zamieszania Bilowiczowie uciekli do wsi Huby. Kiedy Sowieci pomaszerowali dalej, właściciele wrócili, ale w niedługim czasie Edward Bilowicz wyjechał na Śląsk w poszukiwaniu pracy. W Garnku została Maria Bilowiczowa z trójką małych dzieci, siostrą i piastunką. Kobiety wegetowały w pustym i wyziębionym dworze, były na życzliwym utrzymaniu mieszkańców wsi.