Od protestujących zdystansował się reformatorski prezydent Mohammad Chatami, twierdząc, że działali na niekorzyść Iranu. Na postawę Chatamiego mogło wpłynąć ostre stanowisko Korpusu Strażników, jednak przesądziło o niej przede wszystkim przekonanie prezydenta, że nie może on stawać po stronie studentów, którzy kwestionowali cały kształt ustrojowy Iranu i posługiwali się podczas manifestacji przemocą, od której on sam zawsze się odżegnywał.
12 lipca, dzień po tym, gdy podczas demonstracji w Tebrizie ponownie doszło do zamieszek i zginął student, rząd irański zabronił protestów. Następnego dnia Chatami ponownie wystąpił publicznie, zapowiadając surowe kary dla uczestników nielegalnych manifestacji. Mimo to w Teheranie doszło do jeszcze jednej, kilkutysięcznej demonstracji, która została rozpędzona przez siły bezpieczeństwa.
Ostatecznie protesty zanikły. Łączną liczbę ich uczestników szacuje się na ok. 10 tysięcy, a liczbę aresztowanych za udział w demonstracjach – na tysiąc osób. Były to zatem w tym momencie największe protesty antyrządowe od czasu proklamowania republiki islamskiej po rewolucji r. 1979.