thumb|242px|right|Pomnik poświęcony mieszkańcom Pawłokomy wymordowanym przez ukraińskich nacjonalistów w latach 1939–1945 Zbrodnie w Pawłokomie – szereg zbrodni polskiej partyzantki wymierzonych przeciw obywatelom polskim narodowości ukraińskiej w okresie II wojny światowej, na terenie wsi Pawłokoma.
Punktem kulminacyjnym była zbrodnia 3 marca 1945 r. dokonana przez oddział Józefa Bissa i polskiej samoobrony z okolicznych miejscowości na ukraińskiej ludności Pawłokomy. W jej efekcie zginęło, według różnych obliczeń, najprawdopodobniej od 150 do 366 osób, w tym sześciu Polaków.
Tło zbrodni Położenie i charakterystyka Pawłokomy Wieś Pawłokoma położona była na prawym brzegu Sanu, w otoczeniu wsi o zdecydowanej przewadze ludności polskiej: Dylągowej, Dąbrówki Starzeńskiej, Bartkówki, Sielnicy. Według danych rzymskokatolickiej diecezji przemyskiej z 1938 zamieszkiwało ją 273 katolików obrządku łacińskiego, zaś Szematizm Administracji Apostolskiej Łemkowszczyzny z 1936 podaje ponadto 898 wiernych wyznania greckokatolickiego. W ciągu wojny, na skutek wywózek do pracy przymusowej w III Rzeszy oraz do ZSRR, liczba mieszkańców spadła. W styczniu 1945 r. sołtys wsi sporządził nowy spis, według którego w Pawłokomie żyło 366 Polaków i 735 Ukraińców. W tym samym czasie wykaz ukraińskich mieszkańców wsi sporządził ksiądz greckokatolicki Wołodymyr Łemcio, który podaje liczbę 655 Ukraińców łącznie, w tym 70 przebywających na robotach, 7 żyjących czasowo poza Pawłokomą oraz 8 wywiezionych do ZSRR, których los nie był znany.
Mieszkańcy wsi posługiwali się językiem ukraińskim na równi z językiem polskim w codziennych kontaktach. Podział na katolików obrządku łacińskiego i bizantyjskiego nie zawsze pokrywał się z podziałem narodowościowym. We wsi znajdowała się parafialna cerkiew greckokatolicka, obejmująca obszar Pawłokomy, Bartkówki i Sielnicy. Rzymskokatoliccy mieszkańcy wsi należeli do parafii we wsi Dylągowa. Ponadto w Pawłokomie działał ukraiński dom ludowy im. Tarasa Szewczenki, czytelnia towarzystwa Proświta, ukraiński sklep i wytwórnia dachówek oraz szkoła utrakwistyczna.
Stosunki między mieszkańcami wsi w dwudziestoleciu międzywojennym Zdzisław Konieczny twierdzi, że początku konfliktu polsko-ukraińskiego w Pawłokomie należy upatrywać w parcelacji folwarku Aleksandra Skrzyńskiego przeprowadzonej po 1918. Przy podziale ziemi pominięto ludność ukraińską wsi, przekazując nowe grunty głównie Polakom z Pawłokomy, Dylągowej i innych sąsiadujących wsi. Ten sam autor wskazuje na udział oddziału z Pawłokomy w walkach polsko-ukraińskich 1918–1919 (po stronie ukraińskiej) oraz na ożywioną działalność propagandową księży greckokatolickich, głównie poprzez kazania. Księża razem ze skupioną wokół nich grupą Ukraińców o wyraźnych poglądach nacjonalistycznych upowszechniali we wsi postanowienia pierwszego kongresu OUN, a w 1938 zorganizowali w świetlicy Proswity akademię ku czci Wasyla Biłasa i Dmytra Danyłyszyna i wznieśli pamiątkowy krzyż ku pamięci Olhy Basarab z napisem „Braciom za wolność Ukrainy 1925”. Za zorganizowanie akademii świetlica została zamknięta.
Również później w Pawłokomie odbywały się tajne spotkania lokalnych członków i sympatyków OUN, za co aresztowano czterech z nich. W domu nauczyciela Mikołaja Lewickiego, u którego odbywały się zebrania, znaleziono materiały propagandowe o charakterze antypolskim. Wieś była również miejscem rywalizacji duchowieństwa rzymsko- i greckokatolickiego o pozyskiwanie nowych wiernych, głównie z rodzin mieszanych. Wszystkie te wydarzenia wywoływały negatywny stosunek do Ukraińców u mieszkańców Pawłokomy oraz okolicznych wsi, zamieszkanych głównie przez Polaków, skupionych wokół świetlicy Strzelca w Pawłokomie i w Związku Szlachty Zagrodowej.
Pawłokoma w czasie okupacji niemieckiej 1939 W 1939 Pawłokoma przez dwa tygodnie znajdowała się pod okupacją niemiecką, zanim wojska hitlerowskie nie wycofały się zgodnie z ustaleniami dotyczącymi granicy między III Rzeszą a ZSRR. W okolicach Pawłokomy w czasie kampanii wrześniowej doszło do starć polsko-niemieckich, zaś wycofujący się żołnierze Wojska Polskiego pozostawili we wsi część swojego wyposażenia. Polacy wspierali uciekinierów przekazując im cywilne ubrania. Z kolei ta część Ukraińców, która popierała OUN, przychylnie powitała wejście wojsk niemieckich. Zdarzały się nawet przypadki donoszenia na Polaków, którzy pomagali żołnierzom polskim lub ostrzeliwali niemiecką załogę wsi. Na podstawie takiego doniesienia Niemcy aresztowali 5 osób, jednak – według wspomnień mieszkańców wsi – uwolnili ich po tym, gdy inni Polacy zaprzeczyli prawdziwości donosu.
Pawłokoma w czasie okupacji radzieckiej 1939–1941 Wejście wojsk radzieckich do Pawłokomy zostało nieufnie przyjęte przez ludność ukraińską i zdecydowanie źle przez Polaków. Nowe władze organizowały szereg spotkań propagandowych, w czasie których głoszono przyłączenie ziem ukraińskich do Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej i wyzwolenie Ukraińców spod ucisku „polskich panów”. Zabroniono działania wszelkich instytucji religijnych, natomiast 10 lutego 1940 deportowano ze wsi 40 Polaków. Według relacji grupy polskich mieszkańców Pawłokomy do wywózek przyczyniła się miejscowa ludność ukraińska, zaś miejscowi nacjonaliści ukraińscy domagali się od radzieckiego komendanta przyzwolenia na zabicie polskich sąsiadów. W 1940 r. 9 mieszkańców wsi zostało wcielonych do Armii Czerwonej – było wśród nich 6 Ukraińców i 3 Polaków.
Pawłokoma w czasie okupacji niemieckiej 1941–1944 Wojska radzieckie wycofały się ze wsi w czerwcu 1941 z powodu ataku hitlerowskiego na ZSRR. Powrót Niemców umożliwił swobodne działanie ukraińskim nacjonalistom, m.in. do Pawłokomy wrócił Mikołaj Lewicki (poprzednie dwa lata przeżył w Dynowie) i ponownie zaczął organizować młodzież ukraińską wokół haseł antypolskich. Ukraińcy byli również faworyzowani w dostępie do urzędów oraz prowadzeniu działalności oświatowej, kulturalnej i sportowej. Do wsi przyjeżdżali aktywiści OUN, grupa co najmniej 10 młodych mężczyzn z Pawłokomy wstąpiła ochotniczo do SS „Galizien”. Ludność polska winiła ponadto Ukraińców za wywiezienie do Auschwitz-Birkenau 3 Polaków i 1 Ukrainki (o nastawieniu propolskim) oraz za zastrzelenie Józefa Michalika, prawdopodobnie członka Armii Krajowej. Zarzuty o spowodowaniu aresztowania wymienionych wyżej osób nie miały żadnego potwierdzenia dowodowego.
Na terenie Pawłokomy i okolic dochodziło do starć między nacjonalistycznymi organizacjami ukraińskimi a polskim podziemiem, które zaczęło się tworzyć w regionie około jesieni 1940. Polacy zniszczyli m.in. pamiątkowy krzyż wzniesiony przez Ukraińców na cześć bitwy pod Krutami, miejsce regularnych manifestacji o charakterze nacjonalistycznym; polskie podziemie wydało i wykonało wyrok śmierci na czterech aktywistach OUN – Mikołaju Lewickim, Iwanie Karpie, Eugenii Trojan i Iwanie Szpaku. Pierwszy z nich został zastrzelony 14 października 1942, drugi w maju 1943, dwoje ostatnich już w 1944. Działania te skłoniły ukraińskich nacjonalistów do mniej otwartego działania. Równocześnie zdarzały się przypadki pogróżek ze strony ludności ukraińskiej pod adresem Polaków, które zwiększyły niechęć i strach Polaków zwłaszcza po pojawieniu się w Pawłokomie pierwszych uciekinierów z Wołynia na przełomie lat 1943/1944, którzy opowiadali miejscowym o rzezi wołyńskiej.
Dalsze pogłębianie się nastrojów antyukraińskich wśród Polaków nastąpiło po tym, gdy policja ukraińska aresztowała grupę Polaków należących do AK, a próba ich odbicia z posterunku policyjnego w Jaworniku Ruskim zakończyła się zdobyciem budynku, ale nie uwolnieniem aresztowanych, których już tam nie było. Ich los nie został wyjaśniony, jednak mieszkańcy uznali za pewnik, że zamordowali ich Ukraińcy. W odwecie za atak na Jawornik Niemcy razem z ukraińską policją pomocniczą spacyfikowali wieś Dylągowa, zabijając jednego Polaka.
Pawłokoma po wejściu Armii Czerwonej W 1944 na terenach powiatu brzozowskiego, po wejściu Armii Czerwonej, zaczęły się tworzyć struktury nowych, zależnych od ZSRR władz. Wkraczające wojska traktowały obszar na wschód od Sanu jako przynależny ZSRR; z Pawłokomy wcielono do Armii Czerwonej 5 Ukraińców. W Pawłokomie ulokowała się jednostka wojskowa wyspecjalizowana w szkoleniu telegrafistów i radiowców, która chroniła zarówno ludność ukraińską przed ewentualnymi atakami odwetowymi ze strony polskiego podziemia, jak i ludność polską przed możliwą napaścią UPA.
Partyzantka ukraińska była czynna na obszarze powiatu brzozowskiego, obok UPA funkcjonowała Służba Bezpeky i SKW. 21 i 22 lipca 1944 z rąk ukraińskich partyzantów zginęli księża Jan Mazur i Józef Kopeć, proboszczowie odpowiednio Tarnawatki i Borownicy. UPA napadła również na wsie Jabłonica Ruska, Ulucz, Poręby, Siedliska, Kotów, Bachów, Piątkowa, Żohatyn, Jawornik i Sufczyna. W związku z tym w Dylągowej i Sielnicy powstały polskie samoobrony. Polacy zwracali się o ochronę również do oddziałów AK, które po Akcji Burza uniknęły rozbicia i aresztowania. W Pawłokomie, z uwagi na obecność jednostki radzieckiej (do stycznia 1945), a następnie ze względu na obecność oddziałów AK i Batalionów Chłopskich, mieszkańcy czuli się jednak bezpieczni.
Działające w okolicach Pawłokomy oddziały AK znały wydarzenia rzezi wołyńskiej i w związku z tym były nieprzychylnie nastawione do Ukraińców. Potęgowały to kolejne przypadki napaści UPA i SKW na polskie wioski. W samej Pawłokomie również istniała zakonspirowana struktura OUN, znanych z nazwiska jest co najmniej 50 jej członków i sympatykówA. L. Sowa, Stosunki polsko-ukraińskie 1939–1947. Zarys problematyki, Kraków 1998, s. 287..
Zbrodnia Uprowadzenie 7 Polaków Po wyjściu z Pawłokomy radzieckiej jednostki we wsi pojawił się 21 stycznia 1945 uzbrojony oddział w sile ok. 60 osób, który zabrał ze sobą siedmiu Polaków i jedną nastawioną propolsko Ukrainkę, w tym sołtysa Kacpra Radonia i delegata do Gminnej Rady Narodowej Ignacego Wilka. Z. Konieczny w ślad za polskimi mieszkańcami Pawłokomy twierdzi, że był to oddział UPA, Eugeniusz Misiło, opierając się na relacjach ukraińskich, dowodzi, że chodziło o jednostkę NKWD, na co wskazuje jego zdaniem jednolite umundurowanie całej grupy oraz fakt, że w pierwszych miesiącach roku 1945 na terenie powiatu brzozowskiego nie było już tak silnych oddziałów UPA, które wycofały się w góry bądź zostały rozwiązane ze względu na ogromną przewagę liczebną jednostek radzieckich. Ten sam autor wskazuje na fakt, że w okolicach Pawłokomy czynne były jednostki NKWD i zdarzały się przypadki, gdy oddziały AK i BCh omyłkowo brały je za oddziały ukraińskie.
Wobec faktu, że ślad po uprowadzonych zaginął, ich rodziny uznały ich za zamordowanych i apelowały – także za pośrednictwem księży greckokatolickich z Pawłokomy i Dynowa – o ujawnienie miejsca pochówku. Działania te nie przyniosły żadnych rezultatów. W związku z tym Milicja Obywatelska aresztowała 22 lutego 11 (lub 17) Ukraińców, by w czasie śledztwa wydobyć od nich informację o losie Polaków. Ich dalszy los nie jest jasny. W tym samym czasie AK wydało rozkaz likwidacji ukraińskiego sołtysa Dynowa Jerzego Prokopa, który został zabity razem z całą rodziną. W zbrodni tej brało udział dwóch braci Polaków uprowadzonych 21 stycznia.
Narada w Dynowie