Obra Dinn wypłynęła z załogą i kilkoma pasażerami, w tym dwoma członkami tajwańskiej (hist. Formoza) rodziny królewskiej i ich strażnikami ze skrzynią skarbów, która, jak twierdzili, pomogłaby odeprzeć zagrożenia z oceanu. Pierwsza tragedia wydarzyła się krótko po wypłynięciu: jeden członek załogi zginął w wyniku upadku ładunku, a dwóch innych zmarło na zapalenie płuc. Niewielka grupa załogantów dostrzegła szansę na kradzież skrzyni pasażerów z Tajwanu (Formozy) i kiedy statek zbliżył się do Wysp Kanaryjskich, uprowadzili rodzinę królewską i skrzynię, a następnie uciekli na szalupach. Gdy wiosłowali, trzy syreny zaatakowały łodzie i zabiły kilka osób z grupy. Atak syren został powstrzymany, gdy porwany Tajwańczyk uwolniwszy się wyciągnął muszlę z szuflady w skrzyni i wsadził ją do głównej zawartości skrzyni — rtęci. W wyniku tego, tworzą się płonące kolumny oszałamiające syreny, jednak Tajwańczyk umiera po tym, jak jego ręce spłonęły. Ostatni ocalały członek grupy wrócił do Obry Dinn wraz ze schwytanymi syrenami i posiadanymi przez nie muszlami. Nim zdążył się wytłumaczyć i wejść na pokład, pozostały członek Formozy zabija go przez okno w pokładzie działowym, a ostatni ocalały umiera w szalupie.