na czele tych formacji stali w tym czasie odpowiednio Franciszek Homa i Andrzej Rewer. Niewykluczone, że w poszukiwaniach uczestniczyli także funkcjonariusze granatowej policji oraz zwykli mieszkańcy wsi. Tego dnia w Markowej i w jej bezpośrednim sąsiedztwie ujęto od kilkunastu do dwudziestu pięciu Żydów. Według Jakuba Einhorna – Żyda z Markowej, któremu udało się przeżyć niemiecką okupację – schwytano siedemnaście osób. Liczbę tę Szpytma uznaje za „najbliższą prawdy”.

Noc z 13 na 14 grudnia schwytani Żydzi spędzili w areszcie gminnym. Następnego dnia z Łańcuta przybyli funkcjonariusze niemieckiej żandarmerii, którzy rozstrzelali wszystkich zatrzymanych na dawnym okopie, wykorzystywanym również jako grzebowisko zwierząt. Nie wiadomo, czy podobne obławy były przeprowadzane w Markowej w późniejszym okresie.

Według Einhorna uczestniczący w obławie Polacy mieli wykazywać się znaczną gorliwością, a wręcz brutalnością. Schwytani Żydzi byli bici, a później przez całą noc poddawano ich torturom w areszcie gminnym. Ofiarom odebrano także wszystkie posiadane ubrania i przedmioty. Einhorn twierdził ponadto, że śmierci na „okopie” uniknęła młoda Żydówka, która ukrywała się wraz z bratem w gospodarstwie Józefa Dołęgi.