japońscy marynarze i pasażerowie zaczęli wyrzucać za burtę tratwy ratunkowe, pozostawiając jeńców samym sobie. Ci ostatni mieli z kolei opuszczać ładownię we względnym porządku. O godzinie 23:10 maszyny stanęły, a pięć minut później kapitan wydał rozkaz opuszczenia statku. „Kachidoki Maru” zatonął o godzinie 23:37. Jeden z brytyjskich świadków twierdził, że dostrzegł błysk wystrzału na mostku kapitańskim, co mogłoby oznaczać, że dowódca jednostki popełnił samobójstwo. Brytyjscy jeńcy twierdzili ponadto, że byli świadkami jak japoński oficer dobijał strzałami pistoletowymi rannych japońskich żołnierzy, których ulokowano na pokładzie statku. Twierdzili również, że japońscy żołnierze i marynarze nie wykazywali żadnej troski o japońskie kobiety, które znajdowały się na tonącym statku.

Ocalali spędzili całą noc na morzu. Japońscy rozbitkowie nie pozwalali jeńcom wchodzić na zajmowane przez siebie tratwy ratunkowe. Jeden z Brytyjczyków miał nawet zostać zakłuty nożem, gdy próbował dostać się na jedną z tratw. Jeńcy pozwolili jednakże wejść kilku Japończykom na zajmowane przez siebie tratwy. Dopiero 13 września o poranku na miejscu katastrofy pojawiły się japońskie statki i okręty. Początkowo ratowały one jednak wyłącznie japońskich i koreańskich rozbitków.