Miejscowemu garnizonowi bezzwłocznie przekazano ostrzeżenie o zbliżającej się inwazji.
Od jesieni 1944 roku za obronę lotniska pod Puerto Princesa odpowiadał 131. batalion 2. Dywizji Lotniczej. 12 grudnia jego dowódca kpt. Nagayoshi Kojima wysłał depeszę radiową do dowódcy dywizji gen. Seiichiego Terady, w której informował, że „tubylcy z okolic lotniska przejawiają wrogie nastawienie”, a nawet dokonują napadów na japońskich żołnierzy, w związku z czym planowana jest ich „likwidacja”. Poprosił jednocześnie o wytyczne w sprawie postępowania z jeńcami w przypadku amerykańskiej inwazji. Jako że 131. batalion został oddany pod komendę Terady stosunkowo niedawno i wbrew jego woli, generał zasięgnął wpierw opinii swojego przełożonego, tj. dowódcy 4. Armii Lotniczej gen. Kyojiego Tominagi. Następnie działając z jego upoważnienia wysłał na Palawan depeszę, w której zaznaczając, że kwestia podległości 131. batalionu jest wciąż rozpatrywana, upoważnił jego dowódcę do „zlikwidowania tubylców w sposób, jaki uzna za stosowny”. W odniesieniu do drugiej kwestii polecił natomiast, iż „w chwili lądowania nieprzyjaciela jeńcy – o ile żywią wrogie nastawienie, powinni w dogodnym momencie zostać zlikwidowani”.