Po wytypowaniu ofiary, śledzono ją aż dotarła do swojego mieszkania. Byszewski zawsze pozostawał w samochodzie na czatach. Pozostała trójka pod różnymi pretekstami wchodziła do mieszkania ofiary. Wiszniewski atakował staruszki tuż po wejściu do ich mieszkania, gdyż te gdy znajdowano je martwe, ciągle były ubrane w okrycie wierzchnie.
Wiszniewski zadawał ofiarom wiele uderzeń w głowę, ręce i nogi, co powodowało wystąpienie szeregu drobnych obrażeń twarzy, a także dusił je. Krępował ręce i nogi ofiar za pomocą znalezionych w ich mieszkaniach przedmiotów – np. pasków lub pończoch. Do ust ofiar wpychał chusteczki lub inne materiały, w celu ich zakneblowania. Następnie twarze ofiar owijał taśmą klejącą, aby te nie mogły wypluć knebla. Powodowało to nierzadko przesunięcie protezy szczęki górnej w głąb gardła, czego następstwem było odcięcie dopływu powietrza do płuc, skutkujące zgonem. Gdy Wiszniewski mordował kobiety, Łakatosz i Jarzynka przeszukiwały mieszkania ofiar, w poszukiwaniu wartościowych przedmiotów. Wiszniewski ze wspólniczkami zabierał z miejsca zbrodni: pieniądze, biżuterię, drogie ubrania, mniejszy sprzęt RTV oraz alkohol. Łupami dzielili się w taksówce Byszewskiego.