W zachowanych zeznaniach Toft opisała jeden z wydalonych fragmentów słowami „wielkości mojego ramienia”. Przyczyną mogło być zaburzenie rozwoju łożyska, prowadzące do zatrzymania rozwoju zarodka oraz wydalenia skrzepów krwi i tkanki. 27 września Toft poczuła się bardzo źle i zaczęły się u niej bóle porodowe. Wezwano jej teściową Ann Toft oraz sąsiadkę. Następnie Mary Toft wydaliła coś, co opisywała jako części ciała świni. W ówczesnych relacjach Ann nazywano miejscową położną, choć nie figurowała ani w rejestrze parafialnym, ani w wykazie kobiet, którym biskup wydał licencję. Możliwe, że jako matka dwanaściorga dzieci nieoficjalnie pomagała biedniejszym kobietom przy porodach, opierając się na własnym doświadczeniu. Ann Toft wysłała szczątki do Johna Howarda, akuszera z Guildford, który praktykował od trzydziestu lat.
Początkowo Howard nie dawał wiary twierdzeniu, że Toft urodziła zwierzęce szczątki, lecz następnego dnia, mimo zastrzeżeń, pojechał do niej. Ann Toft pokazała mu kolejne szczątki, rzekomo wydalone poprzedniej nocy, lecz gdy sam zbadał Mary, niczego nie znalazł. Gdy Mary ponownie zaczęła odczuwać bóle porodowe i miała wydalić następne zwierzęce szczątki, Howard wrócił, by dalej badać sprawę.