W tym sensie Śmierć prezydenta nie opowiadała jedynie o przeszłości, ale również wpisywała się w dyskusję porównywalną z dziełami kina moralnego niepokoju o wymowie politycznej, np. Człowiekiem z marmuru (1976) Andrzeja Wajdy i Barwami ochronnymi (1976) Krzysztofa Zanussiego. Choć Kawalerowicz pozornie bronił politycznego status quo z lat 70., jego utwór mógł być interpretowany na wspak – jako apel ku pluralizmowi politycznemu. Monika Piotrowska zauważała, że Śmierć prezydenta demonstrowała „doskonałe” posłużenie się wiedzą źródłową oraz rzetelnie wyjaśniała okoliczności mordu na Narutowiczu. Piotr Zwierzchowski argumentował, że film Kawalerowicza miał wymowę uniwersalną:

dzięki historycznej rekonstrukcji pojawiały się pytania o władzę, demokrację, państwo, wartości, mechanizmy, emocje itd. Dzięki równolegle prowadzonym wątkom prezydenta i jego zabójcy Eligiusza Niewiadomskiego, tworzącym precyzyjną, podporządkowaną dramaturgii wydarzeń strukturę swoistego thrillera politycznego, Kawalerowicz pozwalał przedstawić swoje racje obu stronom, dając w ten sposób Polakom lekcję o sensie demokracji, nieobecnej w Polsce w latach 70.