Nie tylko duchowieństwo duńskie było wrogo nastawione wobec misjonarzy, lecz także przedstawiciele Duńskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej. Kapitan „Sophie Hedevig” początkowo nie pozwalał im udać się na ląd, uczynił to dopiero po interwencji kapitana innego okrętu. Po wylądowaniu w porcie podburzano przeciwko nim lud, a komendant miasta, Hassius, przez sześć godzin nie chciał otworzyć im bram miasta. Ostatecznie, po ujrzeniu pisma królewskiego, wpuścił misjonarzy, jednak nie zapewnił im żadnego miejsca zamieszkania i pozostawił na rynku, choć zbliżała się noc. Ostatecznie zaopiekował się nimi sekretarz Attrup, Niemiec, który zapewnił im najpierw nocleg, a później własne mieszkanie.

Pomimo trudnych warunków i nieprzyjaznej postawy miejscowych władz, misjonarze zabrali się do pracy z wielkim zapałem. Ks. Lütkens starał się w Danii zapewnić misji wsparcie finansowe, z niewielkim jednak skutkiem. Większe wsparcie misjonarze otrzymali od pietystów niemieckich, z Augustem Hermannem Franckiem na czele. Ziegenbalg nie miał żadnego wzorca, na którym mógłby opierać swoją działalność misyjną, a otrzymane instrukcje były bardzo ogólnikowe, więc od samego początku musiał wykazywać się inicjatywą.