Jak później podały media, w tym czasie na lotnisko Heathrow zmierzał ówczesny premier Wielkiej Brytanii Gordon Brown, samolot przeleciał niecałe 8 metrów nad samochodem, w którym się znajdował.
Kapitan miał 30 sekund między uświadomieniem sobie awarii a uderzeniem, w tym czasie musiał podjąć dwie ważne decyzje. Pierwszą było schowanie podwozia, które wywołuje największy opór powietrza. Bez podwozia samolot mógł dolecieć dalej, omijając budynki, ale w momencie upadku wysunięte koła przejmują pierwszy impet uderzenia. Kapitan zadecydował o pozostawieniu podwozia w pozycji wysuniętej. Drugą było schowanie klap, co zmniejszyłoby opór, ale i siłę nośną. Samolot mógłby polecieć dalej, ale opadałby szybciej. Kapitan musiał ocenić, co jest ważniejsze; po chwili wahania wsunął klapy o 5°, co dało załodze kilka dodatkowych metrów. Na 3 sekundy przed uderzeniem w ziemię kapitan nadał komunikat "Mayday".
Samolot uderzył w miękkie błoto i trawę około 300 metrów przed progiem pasa startowego. Goleń podwozia głównego przebiła się przez skrzydła, podwozie przednie się złamało, osłony silników odpadły, a wirniki wryły się w ziemię i beton. Wobec skali zniszczeń samolotu zaskakującym dla załogi był fakt, że nikt nie zginął, a jedynie 47 osób zostało rannych.