Nie znaleźli żadnych usterek, a śledztwo utknęło w martwym punkcie.

W toku śledztwa wciąż narastało podejrzenie, że sprawcą katastrofy był lód. 3 miesiące po katastrofie Brian McDermid (AAIB) poleciał do Seattle, by z pomocą mechaników producenta samolotu przeprowadzić badania nad tą możliwością. Przeprowadzili oni testy, w wyniku których stwierdzono, że jedynym miejscem w układzie paliwowym, w którym zatory mogą ograniczyć przepływ poniżej 2,5 tony paliwa na godzinę, jest wlot wymienników ciepła między olejem silnikowym i paliwem. Zimne paliwo ogrzewa się, równocześnie chłodząc olej. Są ważnym elementem systemu paliwowego, stosowanym, by zapobiegać problemom, jakie prawdopodobnie wystąpiły w locie 38. thumb|Lód odkładający się na wlocie wymiennika ciepła silnika Rolls-Royce Trent 800 uzyskany w warunkach laboratoryjnych Odtwarzano warunki środowiskowe, jakie samolot napotkał podczas przelotu, mimo to lód nie pojawiał się w ilości, która mogła zagrozić przepływowi paliwa. Jednak kiedy temperatura paliwa wzrosła, nastąpił przełom. Gdy temperatura przekroczyła -20 °C, kryształki zaczęły się łączyć i osadzać wewnątrz przewodów. Śledczy dowiedli, że poniżej tej temperatury kryształki lodu są zbyt twarde, by powiązać się ze ściankami przewodów, ale w zakresie od -20 do -8 °C lód oblepia przewody paliwowe.