Zaatakowano także mieszkania biedniejszych prostytutek przy ulicach Szpitalnej, Wilczej i Mokotowskiej, w tym także dom gościnny dla nauczycielek, którego właścicielka miała sprzedawać gości do domów publicznych.

Do tłumu robotników przeniknąć mieli niektórzy przestępcy, wykorzystując zamieszki do własnych celów. Według niektórych źródeł atakowano i niszczono także mieszkania zupełnie przypadkowych kobiet. Tego samego dnia duża liczba kobiet zdecydowała się opuścić Warszawę, udawały się często do Grodziska lub do Łodzi. W nocy z piątku na sobotę generał gubernator warszawski wydał obwieszczenie grożące użyciem broni przez wojsko w przypadku kontynuowania zamieszek, dalej dochodziło jednak do potyczek między robotnikami a przestępcami.

Kolejne dni Do sporadycznych starć między robotnikami a przestępcami dochodziło do 30 maja, m.in. 28 maja doszło do starcia z sutenerami na ulicy Wąski Dunaj, podczas którego raniony został jeden z robotników.