Zajścia w Warszawie zainspirowały środowiska robotnicze z innych miast do podjęcia podobnych działań – m.in. doszło do ataków na domy publiczne i sutenerów w Łodzi, gdzie policja została wcześniej ostrzeżona o planowanych rozruchach i zainterweniowała. Podobne zajścia miały miejsce w Białymstoku, Petersburgu i Lublinie. Również w Warszawie, aż do sierpnia 1905 roku regularnie dochodziło do robotniczych samosądów na sutenerach. W kolejnym roku podobne zamieszki powtarzały się w Warszawie i Łodzi.

Niektórzy obserwatorzy wydarzeń pomagali uczestnikom zamieszek w przypadku interwencji policji, pozwalając im schronić się w swoich domach. Zdarzało się również, że do robotników dołączali przedstawiciele inteligencji, w niektórych przypadkach mieli także przyjmować rolę „przywódców” tłumu. Część komentatorów odnosiło się przychylnie do wydarzeń, usprawiedliwiając robotników biernością władz oraz apatią ogółu społeczeństwa. Na łamach „Gazety Polskiej” Kazimierz Bartoszewicz pisał o tym, że dokonanie pogromu doprowadziło do ograniczenia zjawiska prostytucji, nie mogło go jednak zmniejszyć na stałe, krytykował także samosądy dokonywane przez robotników.