Zwyczajna sublimacja popędu śmierci u Zdzisława, zdaniem Sobolewskiego, kontrastuje z destrukcyjnym zachowaniem Tomasza: „Tomek jest pozbawiony tego, co przynosi ratunek jego ojcu […] Tomek mówi o swoim bólu, o przyczynach samotności, o niemożności stałego związku z kobietą, o podstawowej nieumiejętności życia”. Marcin Cichoński z portalu Dziennik.pl również przekonywał, że „nie o wielkich osiągnięciach to obraz”, lecz o zwyczajnym życiu naznaczonym cierpieniem, „z którym twórczo należy coś zrobić”.
Z pochwałami spotkała się gra aktorów. Zdaniem Łukasza Adamskiego z portalu wPolityce.pl „Andrzej Seweryn nie zagrał Zdzisława. On przeistoczył się w swoją postać”; Popielecki twierdził, że Seweryn „jest z jednej strony komicznie przerysowany […], a z drugiej – pozostaje skupiony, wyciszony, hipnotyzujący, co uderza zwłaszcza w momentach milczącej zadumy Zdzisława”. Chwalono też kreację aktorską Ogrodnika. Sobolewski przekonywał, iż interpretowany przezeń Tomasz „przypomina bohatera horrorów. Są w nim doktor Jekyll i pan Hyde”, a zdaniem Cichońskiego to właśnie postać Tomka „wyznacza tempo filmu, jego temperaturę”.