Prowokacja gliwicka () – niemiecka operacja pod fałszywą flagą przeprowadzona 31 sierpnia 1939 roku o godz. 20:00 na niemiecką radiostację w Gliwicach (ówczesnych ). Atak, sfingowany przez Niemców, miał sprawiać wrażenie działań podjętych przez Polaków i został wykorzystany przez niemiecką propagandę jako główny „dowód polskich prowokacji”. Wydarzenie to miało dostarczyć Hitlerowi pretekstu do inwazji na Polskę.
Berlińskie radio informowało ponadto o kilku innych atakach rzekomych powstańców. Wymienić tu można zajęcie tunelu kolejowego pod Mostami, mostu w Tczewie czy gdańskiego Westerplatte. Podawano, że już na terytorium Niemiec atakujących wspierać miały regularne oddziały Wojska Polskiego, wyposażone w broń ciężką. W ten sposób nazistowska propaganda już 31 sierpnia o godz. 22:30 obwiniła Rzeczpospolitą o rozpoczęcie wojny, a III Rzeszę przedstawiła jako ofiarę polskiej agresji. Dla Hitlera incydenty graniczne przypisywane polskiej stronie stanowiły alibi do ataku na Polskę („od godziny 5:45 [sic] odpowiadamy ogniem”Fragment przemówienia Hitlera w Reichstagu, funkcjonującym po pożarze w operze Krolla w Berlinie; 1 września 1939, ok. godz. 10:00.), a dla zachodnich mocarstw mogły stanowić pretekst do nieudzielenia Polsce militarnej pomocy i w konsekwencji od wypowiedzenia wojny III Rzeszy. Prowokacja gliwicka była jednym z serii przedsięwzięć Hitlera, mających zapobiec przekształceniu planowanej agresji III Rzeszy na Polskę w II wojnę światową, poprzez powstrzymanie sojuszników Rzeczypospolitej od wywiązania się z zobowiązań sojuszniczych wobec Polski, co by oznaczało dla Niemiec ryzykowną wojnę na dwa fronty.
Prolog Podpisanie 23 sierpnia 1939 roku paktu Ribbentrop-Mołotow oraz ustalenie kolejnego podziału Polski kończyły dyplomatyczne przygotowania Niemiec do wojny z Polską. Pozostała jeszcze kwestia sojuszu Polski z Francją i Wielką Brytanią. Niemcy, obserwując rosnący serwilizm Zachodu, liczyły na to, że rządy francuskie i brytyjskie także w przypadku Polski zdecydują się na „pokój za wszelką cenę”. Niemniej jednak, aby te państwa mogły poczuć się usprawiedliwione z niewywiązania się z zobowiązań traktatowych wobec Polski, Niemcy wywoływały liczne incydenty, nie tylko graniczne, obarczając winą Polskę. Incydenty miały miejsce już w nocy z 23 na 24 sierpnia (w godz. od 0.30 do 1.45 oraz od 2.30 do 2.50). Niemieccy dywersanci ostrzeliwali z karabinu maszynowego posterunek straży granicznej w Gierałtowicach, kule utkwiły w murach budynku, 27 sierpnia niemieccy dywersanci obrzucili granatami polski budynek placówki celnej w Wilczy Dolnej, budynek spłonął. 8/9 sierpnia 1939 na odcinku granicznym pod Rudą Śląską podczas nielegalnego przekroczenia granicy przez dwóch niemieckich dywersantów został ciężko ranny polski strażnik graniczny Władysław Pieczychlebek. 14 sierpnia 1939 r. na przejściu granicznym Szarlej Wschód (pradopodobnie to przejście graniczne Szarlej Biały), funkcjonariusz Policji Polskiej Wiktor Szwagiel aresztował osobę podejrzaną o przynależność do organizacji dywersyjnej. Inna osoba, zamachowiec zastrzelił policjanta w celu uwolnienia zatrzymanego, aresztowany zbiegł do Niemiec, zamachowiec został ujęty.
Kluczową rolę miały odegrać trzy zainscenizowane incydenty w rejonach nadgranicznych Górnego Śląska 31 sierpnia 1939 roku.
Inicjatywa przeprowadzenia trzech incydentów pochodziła z Kancelarii Rzeszy. Wysłała ona polecenia do Naczelnego Dowództwa Wehrmachtu (OKW), w których zobowiązała je do wycofania wojsk z ustalonych odcinków granicznych na czas przeprowadzenia akcji specjalnych. Rozkazano także odkomenderowanie niezbędnych osób do tych trzech akcji. Natomiast Abwehra (Wywiad Wojskowy) miała dostarczyć polskie uzbrojenie i wyposażenie dla 150-osobowego oddziału. Rozkaz zorganizowania tych akcji otrzymał szef Policji, SS-Reichsführer Heinrich Himmler, a nadzór nad ich realizacją powierzono szefowi Służby Bezpieczeństwa (SD) SS-Gruppenführerowi Reinhard Heydrichowi oraz podległemu mu szefowi Gestapo SS-Oberführerowi Heinrich Müller. Intensywne przygotowania do trzech akcji rozpoczęły się na początku sierpnia. Miejscem pierwszej akcji miał być niemiecki urząd celny w miejscowości Stodoły. Placówka została zaatakowana przez „polski” oddział wojskowy, a dla uwiarygodnienia napadu, na miejscu pozostawiono martwych „napastników” w polskich mundurach. Druga akcja miała mieć miejsce w miejscowości Byczyna, gdzie oddział „polskich powstańców” w ubraniach cywilnych zaatakował nadgraniczną niemiecką leśniczówkę, po czym wycofał się bez strat.
Przygotowania mały|Naujocks podczas wizyty u Heynricha Na początku sierpnia SD pod przewodnictwem (który inspirował się literaturą szpiegowską) rozpoczęła intensywne przygotowania do przeprowadzenia trzech akcji na pograniczu polsko-niemieckim. Nadano im wspólną nazwę "Akcja Tannenberg".
W sierpniu 1939 roku prezydent rejencji opolskiej, oficer i funkcjonariusz Gestapo , został wezwany do stawienia się u , szefa w Berlinie. Podczas spotkania 8 sierpnia poinformował o planowanym przeprowadzeniu prowokacji na granicy niemiecko-polskiej. Operacja miała zostać zorganizowana na bezpośredni rozkaz Adolfa Hitlera i polegać na upozorowaniu ataków ze strony rzekomych polskich oddziałów. Celem tych działań było stworzenie pretekstu do rozpoczęcia wojny z Polską. , po zapoznaniu się z planem, wyraził zastrzeżenia co do sensowności i skuteczności prowokacji. Ostrzegał, że akcje z udziałem dużej liczby osób i prowadzone publicznie mogą zostać szybko zdekonspirowane, co zaszkodziłoby reputacji Niemiec na arenie międzynarodowej. Podkreślał także, że przeprowadzanie takich operacji powinno należeć wyłącznie do Wehrmachtu, który dotąd konsekwentnie strzegł swojej wyłącznej roli w prowadzeniu działań wojskowych na terenach przygranicznych. Mimo jego zastrzeżeń, Heydrich powoływał się na bezwzględny charakter rozkazu Hitlera, który nie podlegał dyskusji. Zaproponował Mehlhornowi objęcie ogólnego kierownictwa nad operacją. Ten jednak, wykazując niechęć wobec planu, nie otrzymał ostatecznie tej funkcjiNależy zauważyć, że po odmowie bezpośredniego udziału w prowokacjach granicznych, Heydrich przesunął Mehlhorna na niższe stanowisko administracyjne oraz ograniczył jego zadania jedynie do kontroli oraz nadzoru planów akcji „Stodoły” i „Byczyna”. Udział Mehlhorna ograniczać miał się jedynie do konsultacji sztabowych w wątpliwych sprawach.
9 sierpnia 1939 roku przyleciał samolotem Ju 52 na lotnisko polowe w Prudniku na Górnym Śląsku po czym oświadczył przybyłemu na spotkanie szefowi Gestapo w Opolu , że Führer potrzebuje pretekstu do rozpętania wojny, po czym zaproponował omówienie sprawy w bardziej dyskretnym miejscu. Wszyscy (t.j. , oraz przybyli z nim adiutant oraz ) spotkali się w hotelu w Gliwicach, gdzie zatrzymały się również inne osoby zaangażowane w planowanie akcji. Podczas wieczornego spotkania w hotelowym barze Heydrich ponownie wyraził przekonanie, że Hitler potrzebuje casus belli, który umożliwiłby rozwiązanie tzw. problemu wschodniej granicy. Przedstawiono plan uzgodniony rzekomo przez Hitlera, Heinricha Himmlera oraz Heydricha, który zakładał upozorowanie ataku polskich oddziałów na terytorium niemieckie. Po zakończeniu rozmów uczestnicy udali się na granicę, by wybrać odpowiednie miejsca do przeprowadzenia planowanych ataków.
10 sierpnia wezwał do swojego berlińskiego biura funkcjonariusza SD i oficera SS w stopniu Sturmbannführera Alfreda Naujocksa i poinformował o planach napaści na Polskę. Wydał mu polecenia zainscenizowania na granicy polsko-niemieckiej kilku incydentów. Pierwszym zadaniem było przebranie w polskie mundury kilku niemieckich więźniów z długoletnimi wyrokami i ich zamordowanie. Polskie mundury zdobyte zostały przez SS-Brigadeführera Hansa Josta. Ciała następnie należało rozrzucić wzdłuż polsko-niemieckiej granicy, w taki sposób, by wyglądało to na atak polskich żołnierzy na posterunki niemieckie. Heydrich podkreślił, że niemiecka prasa zagraniczna oraz propaganda potrzebują prawdziwego dowodu na polską agresję.
Jednocześnie wydał mu polecenia, że podczas organizowania akcji nie było wolno nawiązywać żadnego kontaktu z władzami niemieckimi w Gliwicach. Nikt z członków oddziału nie mógł mieć przy sobie żadnych dokumentów, które mogłyby świadczyć o przynależności do SS, SD, policji lub potwierdzać obywatelstwo niemieckie.
Naujocks otrzymał polecenie udania się do Gliwic wraz z pięcio- lub sześcioosobową grupą funkcjonariuszy SD i pozostania tam do momentu, gdy Reinhard Heydrich przekaże mu hasło do rozpoczęcia akcji. Zgodnie z rozkazem dwa dni po spotkaniu z Heydrichem, Naujocks skompletował sześcioosobowy zespół. Osobiście wybrał czterech ludzi ze swojego oddziału SD, a dwóch pozostałych - radiotelegrafistę doktora Sch. oraz osobę władającą językiem polskim - wyznaczył Heydrich. Jeden był specjalistą radiowym z Berlina, drugi – spikerem mówiącym po polskuSpiker (polski urzędnik bankowy i informator Gestapo z Opola) dołączył do zespołu dopiero godzinę przed atakiem; nie był on był funkcjonariuszem SD (). 12 sierpnia Naujocks i jego pięcioosobowa grupa udała się do Gliwic dwoma samochodami (niektóre źródła podają datę 15 sierpnia). Aby nie wzbudzać podejrzeń, rozdzielili się i zamieszkali w dwóch różnych hotelach. Naujocks zdecydował się na bardziej luksusowy obiekt przy Wilhelmstraße (obecnie w tym miejscu znajduje się siedziba władz miejskich przy ulicy Zwycięstwa). Członkowie grupy zarejestrowali się pod fałszywymi tożsamościami i podawali się za przedsiębiorców prowadzących interesy na Górnym Śląsku oraz inżynierów i geologów prowadzących badania terenowe w rejonie radiostacji. Na miejscu dokonali szczegółowego rozpoznania terenu. Naujocks przeprowadził nawet jeden rekonesans terenu udając domokrążcę. Następnie oczekiwali na sygnał do rozpoczęcia akcji, którym było hasło: „Babcia umarła”. Prawdopodobnie się nudzili, ponieważ po czternastu dniach Naujocks zwrócił się do Heydricha z prośbą o zgodę na powrót do Berlina. Zamiast tego otrzymał rozkaz dalszego oczekiwania. 12 sierpnia Hitler wyznaczył termin ataku na Polskę na 26 sierpnia, jednak 25 sierpnia termin ten przesunięto na 1 września na 4:30.
29 sierpnia straż pocztowa, która ochraniała budynek i wieżę przy ul. Tarnogórskiej, została wycofana i zastąpiona ochroną policyjną z 4 rewiru w Gliwicach. Zmiana ta nie wzbudziła większego zaskoczenia, ponieważ obiekt nadal pozostawał pod ochroną. Powszechnie przypuszczano, że rotacja była związana z mobilizacją oraz napiętą sytuacją przed zbliżającą się wojną. 31 sierpnia major policji 4 rewiru dostał polecenie, by policyjna ochrona radiostacji została zluzowana, a liczebność straży zredukowano do zaledwie trzech lub czterech osób: podoficera i trzech policjantów.
W południe 31 sierpnia 1939 roku zapadła ostateczna decyzja o rozpoczęciu inwazji na Polskę. Tuż przed godziną 13.00 naczelne dowództwo Wehrmachtu przekazało jednostkom rozkaz Hitlera, wyznaczający godzinę uderzenia na 4.45 następnego dnia. Informacja ta szybko rozeszła się wśród kierownictwa aparatu bezpieczeństwa, docierając także do Reinharda Heydricha.
Naujocks i jego ludzie, którzy w dalszym ciągu oczekiwali na znak do rozpoczęcia operacji otrzymali telefon w hotelowym pokoju około godziny 16. Heydrich polecił, aby oddzwonić na umówiony numer. Po oddzwonieniu, Naujocks usłyszał tylko dwa słowa – (pol. „Babcia umarła”), które były hasłem do rozpoczęcia akcji. Dopiero potem, pół godziny (inne źródła mówią o dwóch godzinach) przed rozpoczęciem akcji w hotelu zorganizowano krótką odprawę podczas której, Naujocks wyjaśnił, że zadaniem grupy jest upozorowanie polskiego ataku na gliwicką radiostację oraz przedstawił jej szczegółowy plan.
Przebieg thumb|Stąd nadano komunikat, w głębi – nadajnik Lorenz