Bitwa o Peleliu – bitwa stoczona w ramach Operacji Stalemate II w trakcie wojny na Pacyfiku, w której brały udział wojska Stanów Zjednoczonych i Japonii. Wyspa Peleliu (w archipelagu Karolinów i obecnie w granicach państwa Palau) była potrzebna Amerykanom jako lotnisko przydatne do prowadzenia dalszej wojny na Pacyfiku. Podobnie jak w przypadku poprzednich bitew wojska amerykańskie ostatecznie odniosły zwycięstwo, ale było ono okupione znacznie wyższymi stratami, niż się spodziewano.

Podczas dwumiesięcznych walk w rejonie zachodnich wysp archipelagu Karolinów (wrzesień-listopad 1944) poległo około 13 400 Japończyków i blisko 1,5 tysiąca żołnierzy z 1 Dywizji United States Marine Corps i 81 Dywizji Piechoty. Straty amerykańskie były jeszcze większe – i niemal dorównujące japońskim – wliczając do tej liczby rannych oraz ponad 2,5 tysiąca chorych i wycieńczonych. Walki utrudniał wilgotny, gorący klimat z temperaturami sięgającymi 40 °C oraz niezwykle trudny teren, bowiem w tym regionie, inaczej niż gdziekolwiek na Pacyfiku, rafy koralowe zostały wypiętrzone ruchami tektonicznymi na wysokość nawet ponad stu metrów, w praktyce niemal uniemożliwiając użycie ciężkiego sprzętu.

Tło działań zbrojnych Po zajęciu wysp środkowego Pacyfiku w lecie i na jesieni 1944 główni dowódcy amerykańscy w regionie – generał Douglas MacArthur i admirał Chester Nimitz – nie mogli zgodzić się co do strategii działań w chwili, gdy bombowce amerykańskie docierały już nad Wyspy Japońskie, a do opanowania zostały – z najważniejszych celów – jeszcze tylko Formoza, Filipiny i ewentualnie – przed inwazją w Japonii – Chiny kontynentalne. MacArthur, który opuszczając w lutym 1942 Filipiny, wypowiedział swe słynne słowa „Ja wrócę!” (ang. I shall return!), uważał, że powinien dotrzymać przyrzeczenia i uderzać najpierw na Filipiny, potem Okinawę i Tajwan, a następnie dokonać wielkiego desantu w Chinach. Nimitz był zwolennikiem prostszego planu – pominąć Filipiny, zająć Tajwan i Okinawę, a na koniec wysadzić desant na Kiusiu. By pogodzić zwaśnionych dowódców, prezydent Franklin Delano Roosevelt udał się do Honolulu, by spotkać się z nimi i wysłuchać argumentów za i przeciw. Po skonfrontowaniu obu planów prezydent wybrał drogę MacArthura (jednak z pominięciem Chin), a wraz z nią lądowanie na wyspach zachodnich Karolinów. Dowódca floty na południowym Pacyfiku admirał William Halsey optował za pominięciem Palau, bowiem uważał, że wyznaczone do tych uderzeń 1 Dywizja USMC (dalej 1DMar) i 81 Dywizja Piechoty (dalej 81DP) bardziej przydadzą się na plażach Leyte, gdzie miał nastąpić pierwszy desant na Filipinach. Osiągnął połowiczny sukces – udało mu się skłonić Nimitza do rezygnacji z lądowania na wyspie Yap. Peleliu, Angaur i Ulithi pozostały na liście.

W rezultacie ustaleń na najwyższym szczeblu postanowiono przeprowadzić lądowania na dwóch, najbardziej na południe wysuniętych wyspach dzisiejszego Palau, z pominięciem głównych wysp znajdujących się obecnie w granicach tego państwa – Babeldaob i Koror, gdzie Japończycy mieli duże lotnisko i ponad 19 tysięcy ludzi – o ile to możliwe jeszcze przed końcem roku 1944.

Przygotowania thumb|Umocnienia japońskie na Peleliu Dowódca 1DMar, generał William Rupertus (zastąpił gen. Vandergrifta, który został Komendantem – naczelnym dowódcą – Korpusu), zaplanował lądowanie na południowo-zachodnim wybrzeżu Peleliu, gdzie – według zdjęć lotniczych – teren był względnie płaski, a plaża szeroka. Ani on, ani generał Roy Geiger, dowódca III Korpusu Amfibijnego nie zadali sobie trudu, by sprawdzić, w jakich warunkach robione były zdjęcia i w jakich przyjdzie żołnierzom nacierać. Doradcy Geigera sugerowali, by lądować przy najwyższym możliwie przypływie, kiedy to pas raf przybrzeżnych znajdzie się całkowicie pod wodą. Nie przewidzieli dwóch rzeczy – grzebień raf nie skryje się pod wodą wystarczająco głęboko, a plaża stanie się wąska, stroma i bardzo bliska japońskim stanowiskom ogniowym. W rezultacie opracowań przedoperacyjnych powstał plan dzielący obszar lądowania na „Plażę Białą” i „Plażę Pomarańczową”, z konkretnie wyznaczonymi zadaniami dla 1, 5 i 7 Pułku USMC (dalej 1PMar, 5PMar i 7PMar).

Doświadczenie zdobyte podczas poprzednich walk w archipelagu Wysp Salomona przyczyniło się do wprowadzenia pewnych zmian w wyekwipowaniu amerykańskich żołnierzy. Przed atakiem na Peleliu wyposażenie amerykańskiego piechura morskiego wyglądało następująco:

Flota przemierzająca 2100 mil morskich z Guadalcanalu do Peleliu była imponująca: 129 okrętów uderzeniowych. Przed nimi i po bokach posuwały się okręty podwodne, niszczyciele i poławiacze min, a za nimi jednostki dowodzenia, rozpoznania, naprawcze, szpitalne, ratownicze, tankowce, holowniki, doki pływające, pogłębiarki, kutry artyleryjskie i torpedowe, LST, LSD, DUKW; razem 868 okrętów, nie licząc 770 małych łodzi desantowych dla 1 DMar i tylu samo dla 81 DP.

Zgodnie z sugestiami meteorologów desant (D-Day) miał nastąpić 15 września 1944 o godzinie 8 rano, czyli – zgodnie z planem – w chwili najwyższego stopnia przypływu.

Przeciwnikiem generała Rupertusa był japoński pułkownik Kunio Nakagawa, który podlegał bezpośrednio gen. por. Sadae Inouemu z siedzibą na Kororze. Do dyspozycji miał 2 Regiment Piechoty (dalej 2 RP) wzmocniony jednym batalionem 53 Niezależnej Mieszanej Brygady (dalej NMB) i jednym batalionem 15 Regimentu Piechoty. W skład garnizonu Peleliu wchodziły także jednostki artylerii i moździerzy, łączności i batalion pancerny z dwunastoma lekkimi czołgami. Razem na wyspie znajdowało się 10 500 Japończyków, z czego 6300 w oddziałach bojowych. Jednak Japończycy nie wierzyli, że Amerykanie – najwyraźniej przygotowujący się do inwazji na Filipiny – zechcą wysadzić desant na Palau. Po inwazji na Mariany uznali taki atak za wysoce nieprawdopodobny, ale przygotowań do obrony nie zaniechali.

Nakagawa był specjalistą w maskowaniu. Swoich 10,5 tysiąca ludzi i dostępne mu środki ogniowe rozmieścił tak, by nie dać przeciwnikowi szansy na opuszczenie plaż. Linię naturalnych umocnień, w postaci nadbrzeżnych skał koralowych, wzmocnił betonowymi bunkrami i schronami bojowymi. Wzdłuż brzegów Peleliu i Angauru umieścił około 670 min, a w Cieśninie Kossol (na północ od wyspy) 240 dalszych. Jego działa i karabiny maszynowe wycelowane były w pas raf przybrzeżnych, a w koralowych jaskiniach, w drugim pasie obrony, zorganizował system skutecznych pułapek.

Desant i zajęcie południa wyspy thumb Od pierwszych dni czerwca 1944 japońskie instalacje wojskowe na Palau stały się celem bombardowań samolotów amerykańskich startujących z zajętych w kwietniu miejscowości Hollandia i Aitape na północnym wybrzeżu Nowej Gwinei. Od 8 sierpnia bombowce Thirteenth Air Force zrzuciły na wybrane cele – głównie na Peleliu – 885 ton bomb. Od 6 do 9 września wyspy bombardowały samoloty z lotniskowców, wykonując łącznie 1470 lotów bojowych. Naloty spowodowały znaczne zniszczenia magazynów amunicji i sprzętu, baraków, budynków koszarowych, przy stracie czterech samolotów. Lotnictwo japońskie nie było aktywne. 12 września rozpoczęła się nawała ogniowa; artyleria okrętowa wystrzeliła przez trzy dni 2200 pocisków, zaś trałowce i zespoły nurków (Underwater Demolition Team, w skrócie UDT) zniszczyły 175 min, ale lądujący na plażach żołnierze nie byli zadowoleni, bowiem znajdowali dziesiątki min zagrzebanych w piasku, a ogień artylerii okrętowej nie unieszkodliwił wielu stanowisk dział, moździerzy i karabinów maszynowych nieprzyjaciela.

15 września (dzień D) pogoda była doskonała. Było ciepło, widzialność niemal nieograniczona, morze spokojne. Małe jednostki desantowe i pojazdy amfibijne nie miały trudności z formowaniem fal uderzeniowych i posuwaniem się ku brzegowi. O godzinie 7:25 okręty wsparcia i desantowe barki rakietowe LCT(R) podeszły blisko brzegu i otworzyły ogień. Po 45 minutach nawały ogniowej pojawiły się samoloty myśliwskie, ostrzeliwując wybrzeże z broni maszynowej. Odleciały po 15 minutach i wtedy ku plaży ruszyły jednostki desantowe LVT. Co najmniej kilkanaście z nich utkwiło na rafie, gdzie zostały zniszczone później przez dobrze wstrzelanych Japończyków, ale większość dotarła o godzinie 8:32 do plaży, gdzie piechota zaległa pod ogniem na wprost oraz wzdłuż plaży z dobrze ufortyfikowanego miejsca nazwanego przez marines po prostu „Punktem” (ang. The Point). Ogień japoński nasilał się wraz z próbami rozszerzenia przyczółka, szczególnie na odcinkach 1PMar i 7PMar, a wkrótce rozpoczęły się pierwsze sporadyczne kontrataki odpierane przez marines wciąż tkwiących pod falochronem z pni palmowych. Powiódł się atak przeprowadzony przez 5PMar, którego elementy szybko dotarły na krawędź lotniska. Gorzej wiodło się 7PMar na południu, gdzie natrafiono na silny ogień japoński oraz przeszkody terenowe, jak rozległe bagno, które rozdzielił 1. batalion po opuszczeniu plaży pomarańczowej 3.

Dwie trzecie artylerii dywizyjnej wylądowała, ale reszta, w tym haubice 155 mm, nie mogły dotrzeć w dniu D na brzeg. Przyczyną było zniszczenie wielu pojazdów amfibijnych, bez których transport nie był możliwy. Generał Rupertus stracił orientację; jego decyzje były błędne. Dowódca nadal przebywał na pokładzie okrętu i nie miał kontaktu z 1PMar, którego sprzęt łączności został zniszczony na rafie. Z tego powodu opierał się wyłącznie na doniesieniach 5PMar o wolnym, ale skutecznym zajmowaniu terenu lotniska, będącego celem całej kampanii. Swe stanowisko na wyspie zajął 16 września o godzinie 9:50. Był tam unieruchomiony (skręcił kostkę podczas treningu na Guadalcanalu) i opierał się na niepełnych i optymistycznych raportach, które pozwoliły mu wierzyć, że akcja przebiega całkiem sprawnie, i że pułk ze składu 81DP, który był przewidywany jako wsparcie dla 1DMar w razie napotkania trudności, nie będzie na Peleliu potrzebny.

Pod wieczór 1PMar zdołał z najwyższym wysiłkiem oderwać się od plaży (poza jedną, całkowicie odciętą kompanią) i osiągnął północny skraj lotniska, ale noc żołnierze spędzili pod nękającym ogniem granatników i lekkiej artylerii ze wzgórz. Później okazało się, że pułkownik Nakagawa, który zorientował się, że jego siły na południu wyspy zostały odcięte (i prawdopodobnie stracone) w wyniku szybkich postępów 5 i 7PMar, zdecydował wycofać siły główne między koralowe, niedostępne wzgórza Umurbrogol na północy, gdzie wcześniej przygotował do obrony naturalne jaskinie i wydrążył kilkadziesiąt nowych.

Tak więc, choć całe południe wyspy było w rękach Amerykanów już na drugi dzień po lądowaniu, dopiero po następnych czterech dniach weszli oni pomiędzy wzgórza, gdzie utknęli na dobre, a straty w pododdziałach rosły z każdą godziną.

Opanowanie wyspy thumb|Bombardowanie wysepki Angaur W związku z tym, że generał Rupertus nie domagał się wsparcia i zapewniał, że sytuacja na Peleliu jest opanowana, admirał Halsey zadecydował, że 81DP zostanie użyta do zajęcia wysepki Angaur, niewielkiego skrawka lądu o powierzchni około 18 km², w większości płaskiego, z kompleksem niewielkich wzgórz na północy.

Atakowały dwa pułki – 321PP i 322PP (323PP pozostawał początkowo w rezerwie) – nie napotykając większego oporu i w ciągu trzech dni zajmując prawie całą wysepkę. Kłopoty zaczęły się pojawiać, gdy doszło do zamknięcia pierścienia wokół wzgórz na północy. Oczyszczanie ostatnich punktów oporu zajęło więc dalsze 7 dni i dopiero 28 września oznajmiono, że wyspa jest zabezpieczona. Okazało się to jednak nieprawdą. Rzeczywiste opanowanie Angauru trwało aż do 21 października (zajął się tym 321PP). Wyniki operacji to 1300 zabitych i 45 ujętych Japończyków przy stratach własnych Amerykanów 26 zabitych i 135 rannych.